Kremówki? Nie sprzedajemy

Człowiek, który zmienił moje życie

Krzysztof Nędzyński | 03-04-2015 16:00:49 | zajmie Ci przeczytanie tego artykułu
Człowiek, który zmienił moje życie
flickr.com

Nigdy go nie spotkałem. Ani osobiście, ani na Błoniach. Nawet w telewizji mało go widziałem. Interesowały mnie wtedy inne rzeczy. A jednak zmienił moje życie – jak nikt inny.

Gdyby nie Jan Paweł II, nie napisano by listu Tertio Millenio Adveniente. Gdyby nie było Jana Pawła II, nie powstałby Instytut Tertio Millenio. A wtedy być może nigdy bym się nie nawrócił i wszystko w moim życiu potoczyłoby się inaczej.

Nie to, że przez ITM Pan Bóg od razu stał się bardzo pociągający. Nie interesowała mnie wówczas teologia, interesowała mnie wyłącznie filozofia polityczna. I ekonomia. Jan Paweł II ze swoimi encyklikami społecznymi jakoś pasował do tego obrazka, głównie dlatego, że czytaliśmy go wyrywkowo.

Po prostu imponowali mi ludzie, których poznałem przez Instytut. Podziwiałem ich inteligencję, wiedzę, elokwencję i last but not least zaradność życiową zmaterializowaną w prosperujących firmach, eleganckich samochodach itp. Wstyd się przyznać, ale to był dla mnie prawdziwy magnes.

Jak dziś pamiętam, w jakich okoliczościach dowiedziałem się o śmierci papieża – pewnie byłem jednym z ostatnich, do których dotarła ta wiadomość. W sobotę 1 kwietnia położyłem się wcześniej spać. Wybierałem się do Krakowa. Tomek, Kuba i ja mieliśmy zostać sfotografowani do artykułu o rynku przewidywań politycznych, który miał się ukazać w inauguracyjnym numerze „Ozonu”. O tym, że papież umarł, dowiedziałem się z radio, jadąc rano na dworzec.

Zrządzeniem Opatrzności znalazłem się w Krakowie w tamtą pamiętną Niedzielę Miłosierdzia. Razem z ekipą Instytutu byliśmy na mszy u dominikanów.

Atmosfera była bardzo podniosła, a jakże, ale łzy kolegów wydawały mi się przesadą. To było wydarzenie społeczne, oczywiście, ale tak bardzo osobiste? Byłem zdziwiony tak emocjonalną reakcją.

Dalej krążyłem wokół Instytutu po coraz cieśniejszej orbicie. Wreszcie spadłem. Pamiętam, że to któryś Tertion ostatecznie zdecydował, że idę do porządnej spowiedzi. I poszedłem. Tak zaczęła się droga, która przez ocean cierpienia, świątobliwego kapłana i wspólnotę doprowadziła mnie do miejsca, w którym dzisiaj jestem.

Kim jestem? Człowiekiem nadziei. Mam nadzieję życia wiecznego – jak każdy chrześcijanin. Mam też nadzieję, że Polska jest dziś bardzo ważnym miejscem na mapie świata. Tak jak były nim włoskie republiki w XVI, Niderlandy w XVII czy Stany Zjednoczone w XVIII wieku. Tu dzieje się historia. Tu zrobimy kolejny krok do Królestwa Bożego na ziemi.

Drogę mojego nawrócenia traktuję jako moje prywatne potwierdzenie, że Jan Paweł II był święty. Święci, jakkolwiek fascynującymi ludźmi by nie byli, nade wszystko są drogowskazami do Boga.

Karol Wojtyła był fascynujący. Dopiero teraz odkrywam, kim naprawdę był pod względem intelektualnym. Był czarnym łabędziem, outlierem, człowiekiem wykraczającym poza wszelkie skale.

Status quo ante wygląda mniej więcej tak: pomimo niesamowitego postępu naukowego, technicznego i społecznego, pod bardzo fundamentalnymi względami zachodnia cywilizacja idzie na zatracenie – w niektórych przypadkach od 500 lat.

Potem przychodzi jeden człowiek, który oddziela ziarno nowożytności od plew, po nowoczesnemu diagnozuje problemy „odwieczne”, jak filozofia bytu czy relacje wiary i rozumu, oraz „doraźne”, jak komunizm czy rewolucja seksualna – i rozwiązuje je intelektualnie.

Nie, liberalna demokracja nie stanowi końca historii; nie, wiara nie jest czymś zupełnie oddzielonym od rozumu; nie, nie trzeba wierzyć w Boga, żeby uzasadnić czystość w sferze seksualnej.

Co prawda jest to w stanie zrozumieć garstka ludzi. Ale ci nieliczni, którzy rozumieją, widzą, do jak głębokich pokładów cywilizacji sięga Jan Paweł II, żeby je uzdrowić – choć pewnie dochodzenie do zdrowia zajmie następnych 500 lat. Na wierzchu niestety dalej żniwo zbiera cywilizacja śmierci, ale teraz jest nadzieja. Przyszłość przestała być bezalternatywna w swojej nijakości.

Dzięki Janowi Pawłowi II doszliśmy do najbardziej niesamowitego punktu w historii kultury, w którym... konserwatyzm staje się awangardowy.

Witkace poprzednich epok patrzą na nas z zazdrością. A Pan Bóg patrzy na wszystkich z miłością, przypominając, że w Ostatecznym Rozrachunku nie liczy się zmienianie świata, tylko zmienianie siebie.

Piszę te słowa w moim gabinecie w dziesiątą rocznicę jego śmierci. Z beatyfikacyjnego portretu na ścianie uśmiecha się do mnie Jan Paweł II. Człowiek, przez którego Bóg zmienił moje życie.

Podziel się artykułem:

Krzysztof Nędzyński
Ekonomista i filozof. Członek Rady Klubu Jagiellońskiego i współpracownik czasopisma Pressje.

Napisaliśmy już 2212 tekstów

Robimy to dla Ciebie, zupełnie za darmo. Nie blokujemy treści, nie zakrywamy portalu banerami. Sami tego nie lubimy. Zamiast sprzedawać Twoje kliknięcia, stawiamy sprawę jasno: Potrzebujemy Twojego wsparcia, by utrzymać portal. Liczymy na Ciebie.

INNA KWOTA

Ciągle musimy uczyć się odróżniać zmiany, które wynikają z nieuchronnych procesów, i te, które są częściowo sterowalne i mogą być modyfikowane według naszych wartości czy wyobrażeń.

Zybertowicz: Jeśli udało się objąć kontrolą broń masowego rażenia, to dlaczego nie zrobić tego ze sztuczną inteligencją?

Zybertowicz: Jeśli udało się objąć kontrolą broń masowego rażenia, to dlaczego nie zrobić tego ze sztuczną inteligencją?

Krzysztof Mazur

Protestujący pod hasłami samorządności i autonomii uczelni, bronią tak naprawdę wszechwładzy uniwersyteckich koterii.

To w ogóle nie o to chodzi. Wokół medialnej awantury o Konstytucję dla Nauki

To w ogóle nie o to chodzi. Wokół medialnej awantury o Konstytucję dla Nauki

Marcin Kędzierski

Wysokie zarobki w wielkim mieście to mit. Jest wielu, którzy na wysokie zarobki się nie załapują.

Biznes nie musi być zlokalizowany w wielkim mieście [ROZMOWA]

Biznes nie musi być zlokalizowany w wielkim mieście [ROZMOWA]

Krzysztof Nędzyński
Następny artykuł:

Biorąc Papieża poważnie

Biorąc Papieża poważnie