Lewicy ucieczka przed bólem

Błażej Skrzypulec | 04-03-2015 14:43:41 | zajmie Ci przeczytanie tego artykułu
Lewicy ucieczka przed bólem
flickr.com

W etycznych sporach strona lewicowa często uzasadnia swoje stanowisko twierdzeniem, że proponowane przez nią rozwiązania zmniejszają ilość cierpienia. Stwarza to wrażenie, że lewicowy punkt widzenia jest uprzywilejowany – w końcu nikt nie chce popierać rozwiązań, przez które cierpi się bardziej. Ta etyczna asymetria pomiędzy prawicą a lewicą jest pozorna. Bo w życiu nie może chodzić tylko o unikanie bólu.

Jeśli istnieje coś, co do czego wszyscy ludzie zgadzają się, że jest złe, jest to cierpienie. Rozważając jakikolwiek inny fenomen, np. smak ogórków kiszonych, politykę zagraniczną II RP bądź wysokość płacy minimalnej, znajdziemy różnicę zdań. Wydaje się jednak, że w przypadku oceny bólu zęba panuje zadziwiająca zgodność. Stąd też nietrudno zrozumieć, że postulat redukcji cierpienia wydaje się atrakcyjnym kandydatem na naczelną zasadę etyki. Przykładowo w interesującym tekście „Prawica, lewica, Lovecraft” Krzysztof Posłajko, charakteryzując „lewicową politykę budowy wspólnoty”, stwierdza: Ani świat, ani inni nie są esencjalnie naszymi wrogami, stąd też naszym imperatywem nie jest biopolityczny cynizm, ale zaangażowana polityka redukcji cierpienia. Posłajko słusznie zauważa, że postulat, który można by określić jako „mniej cierpienia!”, jest tą dyrektywą etyczną, na którą lewica kładzie największy nacisk. Postaram się pokazać, że lewica ma w tym sporo racji. Mówiąc dokładniej: połowę.

Twierdzenie, że „mniej cierpienia” nie jest jedynym postulatem etycznym, może budzić pewne obawy. Sugeruje to, że czasami za dobre uznajemy sytuacje, w których ludzie cierpią bardziej. Jednakże nietrudno zauważyć, że w samej dyrektywie redukcji cierpienia również jest coś podejrzanego.

Wystarczy zapytać, co w największym stopniu spełniłoby postulat „mniej cierpienia”: byłoby to natychmiastowe, nieoczekiwane i całkowicie bezbolesne unicestwienie wszystkich zdolnych do cierpienia istot.

Nie będzie przesadą stwierdzenie, że taki scenariusz budzi w nas silny, intuicyjny opór. Dlaczego likwidacja cierpienia poprzez unicestwienie nie wydaje nam się etycznie obiecującą opcją? Odpowiedź na to pytanie pozwoli wskazać na inną dyrektywę etyczną, która pełni równie doniosłą rolę jak „mniej cierpienia” i musi stanowić jej uzupełnienie.

Warto zdobyć się na odrobinę odwagi i rozważyć, w jakich sytuacjach uważamy, że lepiej jest, gdy ludzie cierpią. Pewne przypadki są niekontrowersyjne i mogą być opisane przez odwołanie się do samej dyrektywy redukowania cierpienia. Są to te sytuacje, w których mniejsze cierpienie pozwala uniknąć większego, np. gdy zjedzenie niedobrego lekarstwa uchroni od poważniejszej choroby. Wydaje się jednak, że są również okoliczności, w których za lepsze uznalibyśmy nie tylko doświadczanie cierpienia w danej chwili, ale także doznawanie większej sumy cierpień w ciągu całego życia. Wyobraźmy sobie postać szczęśliwego Janko Muzykanta żyjącego w rustykalnej Arkadii.

Janko może nigdy nie odkryć swojego wybitnego talentu muzycznego i spędzić szczęśliwie całe życie wśród idyllicznych pastwisk. Może on jednak również wybrać karierę muzyczną i skomponować jedne z najwybitniejszych utworów wszechczasów, co jednak będzie okupione wysiłkiem, stresem oraz okresami zniechęcenia i poczucia beznadziei.

Janko nie rozwijając talentu cierpiałby mniej, jednakże pomimo tego bez większych oporów możemy przyznać, że byłoby lepiej, gdyby wybrał drogę prowadzącą do stworzenia wybitnych kompozycji.

Uogólniając, obok dyrektywy redukcji cierpienia intuicyjnie przyjmujemy również inną etyczną zasadę, którą można wyrazić poprzez slogan „więcej bytu!”. Podobnie jak z dwóch sytuacji różniących się wielkością cierpienia lepsza jest ta, w której cierpi się mniej, tak również ogólnie lepiej jest, gdy istnieje więcej rzeczy i realizowanych jest więcej możliwości. W szczególności, gdy najwięcej jest tych rzeczy, które uznajemy za stojące wysoko w hierarchii wartościowości. Taka jest treść dyrektywy „więcej bytu”: jest lepiej, gdy istnieje więcej wartościowych rzeczy, a jak pokazuje przykład szczęśliwego Janko Muzykanta, istnienie takich rzeczy nie zawsze idzie w parze z największą redukcją cierpienia. Zasada „więcej bytu” pokazuje również, dlaczego tak etycznie problematyczne jest idealne wypełnienie dyrektywy redukcji cierpienia poprzez unicestwienie czujących istot. Chociaż cierpienie zostałoby zredukowane do zera, to jednocześnie zupełnie nieuwzględnione zostają intuicje związane z dyrektywą „więcej bytu”, gdyż w tym scenariuszu zniszczeniu ulegają wszystkie byty, którym skłonni jesteśmy przypisać największą wartość.

Oczywiście kierowanie się jedynie dyrektywą „więcej bytu” przy całkowitym zignorowaniu zasady „mniej cierpienia” doprowadziłoby do podobnie etycznie problematycznych rezultatów: wyrządzanie dowolnych krzywd byłoby usprawiedliwione realizacją tego celu, który akurat został uznany za najbardziej doniosły. Wydaje się, że obie dyrektywy mają podobny status i każde niepopadające w skrajność stanowisko etyczne będzie stanowić pewną ich kombinację. Co więcej, każde faktyczne zastosowanie tych dyrektyw wymaga daleko posuniętych uszczegółowień. W przypadku „więcej bytu” trzeba przyjąć pewną hierarchię obiektów i zdarzeń, tak aby określić, realizacja których z nich jest lepsza. Podobnie w przypadku „mniej cierpienia” potrzeba wskazówek określających, które z cierpień są bardziej dotkliwe od innych. Nie budzi też wątpliwości, że często obie dyrektywy wzajemnie się wspierają; w szczególności wydaje się, że gdy mniej się cierpi, można zrealizować więcej rzeczy. Ciekawsze są jednak te przypadki, w których „więcej bytu” znajduje się konflikcie z „mniej cierpienia”, a dodatkowo wybór jednej z opcji jest skorelowany z podziałami politycznymi.

Podczas gdy lewica przykłada większą wagę do „redukcji cierpienia”, tak prawica za istotniejszą uważa dyrektywę „więcej bytu”. Dobrze widać to w przypadku dyskusji bioetycznych, takich jak niekończące się spory o etyczną dopuszczalność aborcji.

Lewica, wychodząc od „mniej cierpienia”, nie uważa niszczenia płodów za rzecz moralnie problematyczną, jako że nie doznają one cierpień.

Z tej perspektywy szczególnie istotna jest po pierwsze matka, która jak najbardziej może cierpieć w wyniku okoliczności związanych z ciążą. Po drugie istotna jest osoba, w którą przekształci się płód i która może doznawać dużych cierpień w wyniku nieprawidłowego przebiegu wcześniejszych faz rozwojowych. Z kolei jeśli sam płód ma jakiś etyczny status, to tylko w relacji do innych osób, które cierpiałyby, gdyby przestał on istnieć.

Prawica tymczasem widzi w płodzie coś, co jest fazą rozwojową jednego z bytów, którym przypisujemy największą wartość – człowieka.

Zniszczenie płodu jest równoznaczne z unicestwieniem bytu o dużym znaczeniu, a przez to w wielu przypadkach musi być ocenione jako złe, biorąc za punkt wyjścia dyrektywę „więcej bytu”. Nie jest wówczas dziwne, że zniszczenia płodu nie uzasadnia automatycznie występowanie związanych z jego istnieniem cierpień. Jak wskazywały przytoczone już przykłady, nie ma nic specjalnie nieintuicyjnego w tym, aby dopuścić pewną ilość cierpień ze względu na istnienie wartościowych bytów.  

Jeśli rzeczywiście jest tak, że pewna istotna część stanowisk zajmowanych przez prawicę opiera się na przedkładaniu dyrektywy „więcej bytu” nad dyrektywę „mniej cierpienia”, to oczywistym zadaniem, jakie przedstawiciele prawicy mają do wypełnienia, jest obrona statusu tej dyrektywy jako równorzędnej wobec „mniej cierpienia”.

Z jednej strony taka obrona nie jest kwestią trywialną, gdyż każda próba zaprzeczenia, że redukcja cierpienia jest najistotniejszym postulatem etycznym, spotyka się z podejrzliwością. Z drugiej jednak strony można wiarygodnie argumentować, że sama dyrektywa „mniej cierpienia” nie jest w stanie uczynić zadość powszechnym intuicjom etycznym i musi być uzupełniona pewną wersją dyrektywy „więcej bytu”.

Ponadto jeśli dyrektywa „więcej bytu” rzeczywiście dobrze oddaje prawicowe intuicje etyczne, to posługując się nią, można wskazać atrakcyjne dla prawicy stanowiska w kwestiach, które do tej pory były przez nią w dużej mierze lekceważone. Dobrym przykładem są sprawy związane z ochroną środowiska, które przedstawicielom prawicy niejednokrotnie kojarzą się z rzekomymi działaniami „ekoterrorystów” bądź lewackim spiskiem mającym pozbawić ludzi prawa do jedzenia mięsa.

Rzeczywiście, podobnie jak w przypadku aborcji, również w szeroko rozumianych kwestiach ekologicznych postulaty uznawane za lewicowe to te, które mocno wiążą się z redukcją cierpienia. W tych przypadkach etycznym podmiotem jest pojedyncze zwierzę, które może odczuwać cierpienie, co jest podstawą dla protestów wobec myślistwa, eksperymentów na zwierzętach oraz przemysłowych metodach hodowli. Istnieje jednak również inna perspektywa dotycząca ochrony środowiska, która jest w mocniejszy sposób związana z dyrektywą „więcej bytu”. Za jej kluczowe pojęcie może posłużyć bioróżnorodność i związana z nią kwestia ochrony ekosystemów oraz istniejących w nich gatunków. Z pewnością gatunki, a jeszcze bardziej zachodzące pomiędzy nimi sieci zależności tworzące ekosystemy, są fascynującymi bytami, nadającymi się zarówno do intelektualnej, jak i estetycznej kontemplacji. Jjeśli tylko znajdują się na terenie naszego kraju, jesteśmy nawet skłonni traktować je jako pewnego rodzaju dobro narodowe. Wobec tego pozbawiona ich rzeczywistość wyda się uboższa, a ochrona ich istnienia dobrze koresponduje z intuicją kryjącą się za dyrektywą „więcej bytu”.

Jednocześnie pomiędzy perspektywą związaną z redukcją cierpienia, gdzie najważniejszym podmiotem etycznym jest pojedyncze zwierzę, a perspektywą związaną z dyrektywą „więcej bytu”, w której najważniejszy jest ekosystem, zachodzą liczne napięcia. W każdym złożonym ekosystemie występują liczne relacje drapieżnictwa i pasożytnictwa, które generują cierpienie. Ochrona ekosystemu czasami musi polegać na zabijaniu licznych jednostkowych zwierząt, np. poprzez likwidację egzemplarzy tych gatunków, które nie są rodzime dla danego środowiska i zagrażają jego stabilności. Wobec tego wydaje się, że etyczne koncepcje dotyczące ochrony środowiska mogą rozwijać się w co najmniej dwóch kierunkach, z których jeden silniej związany będzie z bliską prawicowym intuicjom dyrektywą „więcej bytu”. Jednocześnie ten kierunek pozwala na dostrzeżenie „prawicowych” elementów krytyki takich zjawisk jak przemysłowa hodowla zwierząt, które wskazują na negatywny wpływ na lokalne ekosystemy.

Podsumowując, wydaje się, że prawicowe intuicje etyczne to często te, które wiążą się raczej z dyrektywą „więcej bytu” niż „mniej cierpienia”. Jeśli prawica chce sprawić, by jej etyczne argumenty wciąż wydawały się przekonujące oraz chce znaleźć intuicyjnie prawicowe perspektywy na nowe zagadnienia, powinna bronić dyrektywy „więcej bytu” i nie dać się przekonać, że etyka sprowadza się tylko do redukowania cierpień.

Podziel się artykułem:

Błażej Skrzypulec
Doktorant na Wydziale Filozoficznym UJ, Redaktor kwartalnika Pressje.

Napisaliśmy już 1836 tekstów

Robimy to dla Ciebie, zupełnie za darmo. Nie blokujemy treści, nie zakrywamy portalu banerami. Sami tego nie lubimy. Zamiast sprzedawać Twoje kliknięcia, stawiamy sprawę jasno: Potrzebujemy Twojego wsparcia, by utrzymać portal. Liczymy na Ciebie.

INNA KWOTA

Być może globalny zachodni ancien régime i dziś mógłby się spotkać z aspirującymi potęgami światowymi, zwłaszcza tymi z grupy BRICS, w pół drogi.

Czy ład światowy można zreformować?

Czy ład światowy można zreformować?

Michał Kuź

Model, w którym jeden „czempion” ciągnie za sobą na zagraniczne rynki swoich podwykonawców czy dostawców to zjawisko powszechne wśród koncernów zagranicznych.

Sikorski: Bez zjednoczenia wielkie koncerny nas „zjedzą”

Sikorski: Bez zjednoczenia wielkie koncerny nas „zjedzą”

Maciej Dulak

Projekt Centralnego Portu Lotniczego, jeśli tylko właściwie oszacujemy liczbę obsługiwanych pasażerów, ma ekonomiczny sens.

To może się udać

To może się udać

Leszek Wiśniewski
Następny artykuł:

To nie było święto państwa

To nie było święto państwa