Trochę trudniejsza nowoczesność

Błażej Skrzypulec | 04-01-2015 13:12:39 | zajmie Ci przeczytanie tego artykułu
Trochę trudniejsza nowoczesność
facebook.com

W opublikowanej niedawno recenzji Jezusa ośmieszonego, Karol Kleczka przeprowadza pewną, w swojej ogólnej formie dość popularną w kręgach religijnie nastawionej prawicy, krytykę nowoczesności. Pytanie tylko czy zasadną?

W skrócie: jedną z głównych cech nowoczesności ma być „odczarowanie świata”, czy też jak pisze Karol „kultywowanie profanum po odcięciu go od sacrum”. W takim świecie żadne systemy wartości nie są ugruntowane w czymś transcendentnym, a więc, jak się wydaje, również w czymś obiektywnym i niezmiennym. Wobec tego opierają się one jedynie na lokalnie osiągniętym społecznym konsensusie, który zawsze jest narażony na zniszczenie. Wydaje się, że każda nowoczesna aksjologia jest krucha i może łatwo ulegać modyfikacjom w kierunku jakiejś formy „instrumentalnie racjonalnego barbarzyństwa”.

Chociaż do wszystkich krytyków nowoczesności czuję automatycznie pewną sympatię, to jednakże zarysowany wyżej sposób myślenia wydaje mi popadać w istotne problemy. Jak postaram się pokazać dalej, wbrew wstępnym intuicjom bardzo trudno jest wyjaśnić, na czym polega większa stabilność systemu wartości opartego na transcendencji.

Podchodząc do sprawy bardziej systematycznie, zarysowana wyżej krytyka dotycząca trwałości systemów wartości, składa się zazwyczaj z czterech punktów:

(A) Nowoczesne systemy wartości nie są ufundowane na transcendencji, lecz jedynie na społecznym konsensusie.

(B) Systemy wartości ufundowane na społecznym konsensusie są nietrwałe, gdyż dowolnie zmieniają się wraz ze zmianą przekonań członków społeczności.

(C) Wobec tego nic nie gwarantuje, że nowoczesne systemy wartości nie przekształcą się w jakąś „najgorszą rzecz”.

(D) Z tej perspektywy lepszy jest system wartości ufundowany na transcendencji, gdyż jego trwałość jest zagwarantowana w najsilniejszy możliwy sposób (nazwijmy to „wolą Boga”).

Rodzime krytyki nowoczesności operujące wedle powyższego schematu zazwyczaj dodatkowo postulują, że spośród systemów wartości, które można by rozważać jako ufundowane na transcendencji, najlepszym kandydatem jest ten związany z chrześcijaństwem.

Jak się wydaje, aby zarysowana wyżej krytyka nowoczesności była skuteczna, potrzeba spełnienia trzech warunków:

(I) Pewien system aksjologiczny jest bardziej trwały niż systemy ufundowane społecznie.

Bez spełnienia tego warunku żaden system wartości nie może wygenerować większej trwałości, niż czynią to nowoczesne aksjologie.

(II) System spełniający warunek (I) nie może być zaakceptowany na gruncie nowoczesnego, „odczarowanego” obrazu świata. Bez spełnienia tego warunku krytyka nowoczesności byłaby nieskuteczna, gdyż taki system wartości jest czymś, co, tak samo jak systemy fundowane społecznie, mieści się w obrębie nowoczesnego obrazu świata. Trudno zrozumieć, na czym polegałoby jego „ufundowanie na transcendencji”.

(III) Jest prawdopodobne, że warunki (I) i (II) spełnia jakiś system wartości związany z istniejącymi religiami, czy też niezinstytucjonalizowanymi formami duchowości. Bez spełnienia tego warunku nie wiadomo byłoby, co faktycznie można zaproponować jako alternatywę dla systemów ufundowanych społecznie.

Aby odpowiedzieć na pytanie o to, czy systemy ufundowane na transcendencji mogą być trwalsze od tych ufundowanych na społecznym konsensusie, należy najpierw mieć jakieś, choćby wstępne rozumienie trwałości tych ostatnich.

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że są one dość trwałe, w każdym razie nie spodziewamy się, aby aksjologia grup społecznych, do których należymy, mogła zmienić się z dnia na dzień.

Jak sądzę, można wskazać dwa ogólne mechanizmy, dzięki którym społecznie ufundowane systemy wartości wykazują się niemałą trwałością. Po pierwsze, z takimi aksjologiami związane są różnorakie formalne i nieformalne sankcje, które czynią działanie wbrew nim mało opłacalnymi. Po drugie, i co chyba istotniejsze, w wyniku socjalizacji społeczny system wartości zostaje zinternalizowany jako system dyspozycji do pewnych zachowań, przez co łamanie norm wydaje nam się głupie bądź obrzydliwe.

Czy jakiś system aksjologiczny ufundowany na transcendencji może coś dodać do powyższych mechanizmów a tym samym uzyskać większą trwałość? Jest jasne, że nie wystarczy po prostu uznać, ze jakiś system odpowiada „woli Boga” bądź przekonać do tego innych. Nawet gdyby taki system akurat faktycznie był zgodny z „boską wolą”, to jego trwałość byłaby całkowicie określona przez czynniki społeczne, związane ze skutecznością przekonywania. Jeśli system wartości jest ufundowany w transcendentnej rzeczywistości, to jego trwałość musi być wzmacniana przez pewien dodatkowy czynnik. Można wobec tego zastanowić się, na czym miałoby polegać takie dodatkowe wzmocnienie.

Po pierwsze, mogłoby się okazać, że pewien system wartości jest tak oczywisty, że nie jesteśmy w stanie pomyśleć systemów z nim niezgodnych, a przynajmniej, że wszystko co z nim sprzeczne jawi się jako dziwaczne i niespójne. Wydaje się jednak oczywistością, że systemy aksjologiczne, zwłaszcza te związane z jakąś konkretną religią, nie mają takiego statusu. Jedynym wartym rozważenia kandydatem do roli systemu, którego odrzucenia nie da się pomyśleć, mógłby być najwyżej jakiś zbiór podstawowym reguł logicznych.

Podobnie mogłoby być tak, że choć możemy pomyśleć inną aksjologię, to nie jesteśmy w stanie zgodnie z nią działać, gdyż np. takie działania budziłyby niemożliwy do przezwyciężenia opór psychiczny. Jednakże, jak uczy historia, praktycznie każdy przypadek takiej niemożności nie jest czymś wynikającym z niezmiennej ludzkiej natury, lecz raczej efektem działania odpowiednich mechanizmów społecznych, o trwałości dokładnie takiej, na jaką pozwala skuteczność tych mechanizmów. Wydaje się wręcz, że jedynym z większych sukcesów nowoczesności było wykazanie, że trwałość systemów wartości, które niegdyś wydawały się oczywiste i z tego powodu nie do odrzucenia, jest jedynie wytworem warunków społecznych.

Chociaż system wartości, poza którego granicami nie da się myśleć lub wbrew któremu nie da się postąpić z pewnością byłby trwalszy od systemów ufundowanych społecznie, to najprawdopodobniej w ogóle nie ma takiego systemu aksjologicznego. Wobec tego nie może on uczynić prawdziwym warunku (I), a tym bardziej warunku (III).

Czy system wartości trwalszy od aksjologii ufundowanych społecznie można pomyśleć jeszcze na jakiś inny sposób? Być może jest tak, że wszyscy ludzie niezależnie od wszelakich różnic mają pewien wspólny cel, do którego dążą – nazwijmy go „szczęściem”. Wówczas możliwe jest, że postępowanie wedle pewnego systemu aksjologicznego z większym prawdopodobieństwem zapewnia „szczęście” niż postępowanie zgodne z innymi. System spełniający taki warunek łatwo mógłby okazać się trwalszy od systemów ufundowanych jedynie społecznie, gdyż skłonność do postępowania zgodnie z nim byłaby wzmacniana za sprawą związku pomiędzy jego regułami a osiąganiem „szczęścia”. Istnienie takiego systemu, czego prawdopodobieństwo trudno określić, ale chyba nie można z góry wykluczyć, czyniłoby prawdziwym warunek (I).

Sprawy mają się jednak inaczej, jeśli rozważymy warunek (II). Załóżmy, że na mocy złożonych badań amerykańskich naukowców okazałoby się, że najlepszą drogą do „szczęścia” jest post i jałmużna. Wówczas można by scharakteryzować pewne „etyczne prawa przyrody” łączące określone zachowania ze „szczęściem”. Występowanie takich reguł wzmacniałoby trwałość pewnej aksjologii, jednakże do jego przyjęcia zupełnie wystarczający jest „odczarowany”, nowoczesny obraz świata, w którym jak najbardziej akceptowane są systematyczne związki pomiędzy empirycznymi zjawiskami.

Aby uniknąć powyższego wniosku, i spełnić warunek (II), etyczne prawa musiałyby odnosić się do zdarzeń, które wykraczają poza empiryczne fenomeny. Na przykład mogłoby być prawdą, że pewne postępowanie prowadzi do „szczęścia”, gdyż czyniąc w taki sposób osiągnie się zbawienie. Jednakże jest wątpliwe, czy prawdziwość takich reguł zwiększa trwałość systemu wartości ponad to, co mogą zagwarantować mechanizmy społeczne. Jest tak ponieważ w swoim doczesnym życiu członkowie społeczności nigdy nie doświadczą tego, że dana reguła jest faktycznie skorelowana z osiąganiem „szczęścia”. Mogą co najwyżej w to uwierzyć, dać się do tego przekonać itp. Wtedy jednak poziom trwałości systemu jest całkowicie zdeterminowany skutecznością społecznych mechanizmów podtrzymywania wiary i przekonywania. Z tego powodu modyfikacja pozwalająca spełnić warunek (II) prowadzi do problemów dotyczących warunku (I).

Ktoś mógłby wysunąć zarzut, że choć systemy wartości związane z religiami, a zwłaszcza z chrześcijaństwem, nie są ogólnie trwalsze od systemów nowoczesnych, to jednak mają jakąś szczególną cechę, która chroni je przed przekształceniem się w coś „bardzo złego”, np. prowadzącego do ludobójstwa. Trzeba jednak zauważyć, że podobnie jak chrześcijaństwo, również nowoczesne systemy wartości zawierają mocny zakaz mordowania ludzi, najbardziej wpływowym przykładem jest zapewne idea praw człowieka. Jeśli krytyk nowoczesności uważa, że te zakazy są w jakiś sposób nietrwałe, to powinien również pokazać, w jaki sposób trwalsze są od nich analogiczne zakazy związane z chrześcijaństwem. W ten jednak sposób powracamy do problemów zarysowanych wyżej.

Zgodnie z nieco inną linią argumentacji pozycja systemów wartości związanych z chrześcijaństwem jest uprzywilejowana, gdyż gdyby taki system utracił trwałość i uległ przekształceniu w coś, co zezwala na ludobójstwo, to już nie byłby systemem chrześcijańskim. Jednakże nowoczesny system może ulec analogicznemu przekształceniu wciąż pozostając nowoczesnym systemem. Tak można by charakteryzować historyczne przejścia, jakie dokonały się pomiędzy liberalnymi, oświeceniowymi systemami, a tymi, które związane są z późniejszymi totalitaryzmami.

Taka argumentacja wydaje się jednak opierać na pewnej manipulacji. Fakt, że powstały z chrześcijaństwa system pozwalający na ludobójstwo nie byłby już, na mocy definicji, „chrześcijański”, nie ma specjalnego znaczenia etycznego. Sytuacja jest równie niekorzystna niezależnie od tego, czy chrześcijaństwo może przybrać jakąś ludobójczą formę, czy chrześcijaństwo może przekształcić się w coś, co zezwala na ludobójstwo, ale już nie jest chrześcijaństwem. Jest to jedynie różnica w sposobie opisu, gdzie druga deskrypcja pozwala na uzyskanie psychicznego komfortu poprzez pojęciowe wyłączenie zbrodniarzy z bliskiej nam grupy.

Wreszcie, ktoś mógłby pokusić się o historyczno-empiryczną generalizację i stwierdzić, że faktycznie w przeszłości nowoczesne systemy wartości wygenerowały więcej zła niż systemy związane z chrześcijaństwem, więc w przyszłości też nie możemy się po nich spodziewać wiele dobrego. Taki argument łatwo przedstawić, jeśli zależy nam raczej na efektowności niż rzetelności: wówczas najczęściej przywołuje się jakieś pojedyncze straszliwe zdarzenie, które ma pokazywać zło nowoczesności. Oczywiści analogiczne „argumenty” formułowane są równie często, aby uzasadnić jakim złem jest istnienie religii. Gdyby jednak chcieć taki historyczno-empiryczny argument przeprowadzić z należytą starannością, to wymagałoby to niezwykłej ilości pracy, o charakterze zarówno pojęciowym jak i faktograficznym. Przede wszystkim nikt nie zaproponował jeszcze sposobu, jak można by dla każdych dwóch faktów określić, który z nich był gorszy, a który lepszy.

***

Osoba chcąca przeprowadzić zarysowaną na początku tekstu krytykę nowoczesności staje przed złożonym zadaniem wskazania systemu wartości, który jest związany z pewną doktryną religijną w taki sposób, że nie mógłby zostać zaakceptowany na gruncie „odczarowanego” obrazu świata, a jednocześnie jego trwałość byłaby większa od typowych, społecznie ufundowanych systemów. Wbrew wstępnym intuicjom łączącym transcendentność z trwałością trudno jednak wskazać aksjologię mogącą spełnić te warunki. Wydaje się, że w ogóle nie istnieją systemy aksjologiczne, które wymuszałby zgodne z nimi myślenie bądź działanie. Z kolei systemy, które swoją większą trwałość zawdzięczałyby odpowiednim związkom pomiędzy zjawiskami nie mają transcendentnego charakteru, a przez to stanowią raczej szczególna klasę nowoczesnych systemów wartości.

 

Podziel się artykułem:

Błażej Skrzypulec
Doktorant na Wydziale Filozoficznym UJ, Redaktor kwartalnika Pressje.

Napisaliśmy już 1952 tekstów

Robimy to dla Ciebie, zupełnie za darmo. Nie blokujemy treści, nie zakrywamy portalu banerami. Sami tego nie lubimy. Zamiast sprzedawać Twoje kliknięcia, stawiamy sprawę jasno: Potrzebujemy Twojego wsparcia, by utrzymać portal. Liczymy na Ciebie.

INNA KWOTA

Sądownictwo ma swoje problemy. Największym z nich jest nie widmo postkomunizmu, ale jego nadmierna biurokratyzacja.

Spóźniona wojna z postkomunizmem

Spóźniona wojna z postkomunizmem

Piotr Kaszczyszyn

Złożywszy do grobu III RP musimy być gotowi na powołanie IV RP: bez względu na to, kto będzie rządził w następnej kadencji.

Idzie nowe. Czas przejrzeć szuflady

Idzie nowe. Czas przejrzeć szuflady

Bartosz Brzyski

Dlaczego większość kwalifikowana może dać polskiej polityce rewolucyjny impuls ku prawdziwej „dobrej zmianie”?

Niech to będzie dopiero początek. Nie chodzi przecież o „Adriana”, ale o państwo

Niech to będzie dopiero początek. Nie chodzi przecież o „Adriana”, ale o państwo

Piotr Trudnowski
Następny artykuł:

Zdrowie centralnie sterowane

Zdrowie centralnie sterowane