Polska nauka w cieniu oksfordzkich wież

Marcin Suskiewicz | 04-11-2014 11:06:54 | zajmie Ci przeczytanie tego artykułu
Polska nauka w cieniu oksfordzkich wież
Tomasz Augustynek

Skąd u niej ten brak wprawy w omijaniu kałuż, ten cień niepewności w oczach, gdy przeskakuje z jednej suchej wysepki na drugą? Czemu tak dziwi się, przemierzając w przemokniętych tenisówkach usłane liśćmi chodniki Oksfordu, że nie ma tu słońca, morza lub choćby kawy za półtora euro? A on? Dlaczego tak zaskakuje go, dziesięciominutowe zaledwie, opóźnienie pociągu? Czemu, przenosząc wzrok z zegarka na puste tory i z powrotem, drapie się po głowie i powtarza – nieco bluźnierczo, choć nie bez nutki rzewnej tęsknoty w głosie –  prawie jak u nas w Polsce?

Tajemniczych gości tego rodzaju – a są to przecież tylko wyimaginowane przykłady – jest dziś w szarym, jesiennym Oksfordzie więcej. Jak to leciało w początkowej scenie pewnej znanej książki dla młodzieży? (...) nie mógł nie zauważyć, że naokoło jest mnóstwo dziwacznie ubranych ludzi. Ludzi w pelerynach. Podobna zagadka wisi w powietrzu i teraz, choć przesadzilibyśmy, mówiąc, że wokół St John’s College kłębią się tłumy; ponadto tych, którzy ściągają stopniowo z całej Europy, nie wyróżnia szczególny ubiór, a co najwyżej lekki akcent znad Wisły. Oprócz kilkorga przysłowiowych „polskich doktorantów z krajów śródziemnomorskich”, uroczo zadziwionych, że są na świecie instytuty, które nie stoją na słonecznych plażach, oprócz „młodych polskich naukowców i inżynierów z krajów niemieckojęzycznych”, nieprzyzwyczajonych do opóźnień i chaosu, są nasi rodacy z różnych innych krajów Europy, przede wszystkim z samej Wielkiej Brytanii i z Polski. Właśnie rusza kolejna, trzecia już edycja konferencji „Science. Polish Perspectives – Nauka. Polskie Perspektywy”, w skrócie SPP.

O St John’s mówi się, że jest najbogatszym z oksfordzkich kolegiów; należy do niego ponoć połowa północnej części miasta. Niepozorny z zewnątrz, w środku kryje labirynt dziedzińców – z pięknym renesansowym Canterbury Quad na czele – i duży ogród. Ale najważniejsze jest położenie: przy ulicy St Giles, koło dwóch z najważniejszych oksfordzkich pubów, Eagle and Child oraz Lamb and Flag. W obydwu spotykali się niegdyś J. R. R. Tolkien, C. S. Lewis i inni członkowie tzw. grupy Inklingów. Przez te dwa dni spotykają się uczestnicy SPP, a Lamb and Flag jest dodatkowo pierwszą stacją oficjalnej wycieczki po pubach kończącej pierwszy dzień konferencji. Wiesz, za co lubię „Polish Perspectives”? – mówi mi A., doktorant konstruujący systemy fotoniczne, a prywatnie brat łata, znany w Cambridge jako gitarzysta, akordeonista i gospodarz imprez. – Idzie sobie człowiek w czasie dnia na piwo, a tu sami znajomi wokół.

Zgodnie z tradycją na konferencję zaproszono wielu wybitnych, starszych stażem naukowców z Polski (w tym roku: prof. Agnieszkę Zalewską, przewodniczącą Rady CERN; ks. prof. Michała Hellera, fizyka i filozofa; prof. Adama Babińskiego, specjalistę od półprzewodników; prof. Janusza Bujnickiego, bioinformatyka; prof. Piotra Wolańskiego, eksperta w dziedzinie aero- i astronautyki; prof. Andrzeja Jajszczyka, dyrektora Narodowego Centrum Nauki; wreszcie prof. Lecha Mankiewicza, dyrektora Centrum Fizyki Teoretycznej PAN). W odróżnieniu od lat poprzednich, gdy konferencja skierowana była raczej do naukowej Polonii, „Polacy z Polski” są tym razem licznie reprezentowani także wśród samych uczestników. Prof. Janusz Bujnicki, który zjednał sobie szczególną sympatię młodych gości, dyskutując z nimi wieczorami do dosłownego zdarcia gardła, widzi dla SPP dwa główne cele.

Po pierwsze, pomagać polskim doktorantom i młodym naukowcom przebywającym za granicą w tworzeniu sieci kontaktów w kraju, zwłaszcza z osobami o ustalonej pozycji, i w zdobywaniu informacji na temat źródeł finansowania i ośrodków, do których warto wracać. Po drugie, by młodzi Polacy z zagranicy pomogli rówieśnikom z ojczyzny w zdobyciu międzynarodowego doświadczenia – zaplanowaniu wyjazdu bądź nawiązaniu współpracy.

Konferencja do tej pory odbywała się na przemian w Oksfordzie i Cambridge, ale prof. Bujnicki radzi, by przenosić ją między większą liczbą różnych ośrodków. A propozycję zorganizowania kolejnej edycji w Polsce sam złożyłem organizatorom już kilka dni temu – dodaje.

Z tym pomysłem zgadza się Tadeusz Kocman, absolwent Imperial College pracujący obecnie w branży kosmicznej w Niemczech: W ten sposób młodzi badacze mogliby przekonać się na własne oczy, jakie warunki czekają na nich, gdyby zdecydowali się na założenie grupy badawczej w kraju. Pozwoliłoby im to też na szersze zaprezentowanie swoich badań osobom odpowiedzialnym za naukę w Polsce i wywarcie presji, która przyczyniłaby się do zintensyfikowania działań ograniczających naukowy drenaż mózgów.

Gdzie odbędzie się następna edycja SPP, jeszcze nie wiadomo.

Jedną z gwiazd konferencji – choć słowo gwiazda wydaje się zaprzeczeniem jego cichej osobowości – jest ksiądz Heller. Spotykamy go przypadkiem jeszcze przed oficjalnym otwarciem, w Blackwell’s. Niewysoka postać ginie w zastawionej regałami, wielkiej podziemnej sali najlepszej księgarni akademickiej w mieście. Jest starszy, niż myślałem. W ręku trzyma parę wybranych pozycji, wodzi oczami po półkach. Zagadujemy, on pyta nas o drogę do księgarni wydawnictwa uniwersyteckiego. Niektórzy mówią, że modlę się do książek – przypominają mi się jego, przeczytane gdzieś, słowa.

Widzę go znów kilka godzin później w nowym audytorium St John’s College, na wykładzie otwierającym konferencję. Tytuł: „Cosmic Time and Human Time”. Mówi w przystępny, zrozumiały dla laików sposób, pokazując teleskopowe zdjęcia różnych obiektów kosmicznych i schematy stworzone przy użyciu clipartów ze starego Office’a. Gdy temperatura naszego ciała równa się temperaturze otoczenia, to znaczy, że nie żyjemy – kwituje z dobrotliwym uśmiechem rozważania o entropii. Po wykładzie jest dużo pytań, ale harmonogram pozwala tylko na dwa. Na koniec ks. Heller dodaje „ostatnią uwagę na temat czasu”: It’s time for coffee.

Przypomina mi się informacja o serii odczytów teologicznych na temat spraw ostatecznych, którą widzę tego samego dnia, chodząc po Oksfordzie. 1st November – Death. 8th November – Judgement. 15th November – Heaven. 22nd November – Hell. Tea and coffee will be served beforehand.

Na program naukowy SPP składają się cztery sesje wykładowe, każda z jednym gościem specjalnym i trzema młodymi prelegentami, oraz trzy sesje plakatowe. Prezentujących wybrano z mnóstwa abstraktów, bez patrzenia na ośrodek, z którego pochodzą. Są ludzie z Warszawy, Barcelony, Wilna, Cambridge. Pierwsze nagrody jury za wykład i plakat wędrują odpowiednio do Marka Kopickiego z University of Birmingham, który projektuje roboty potrafiące chwytać, i Szymona Steltera z St George’s, University of London, produkującego ludzkie przeciwciała w liściach tytoniu. Nagrody publiczności trafiają w ręce – za wykład – Eweliny Gregolińskiej, absolwentki Oksfordu, która tłumaczy, jak ptaki wędrowne mogą wykrywać pole magnetyczne, oraz – za plakat – znów do Szymona Steltera. Szymon reprezentuje szczególnie liczną w tym roku frakcję panów z długimi brodami, naliczyłem ich w szczytowym momencie z pięciu. Wyróżnienie specjalne za „science selfie”, autoportret z nauką w tle, dostaje jednak nienależący do tej grupy Przemysław Korzeniowski z Imperial College w Londynie, którego pamiętam sprzed dwóch lat, gdy mówił o symulatorach medycznych. Na nagrodzonym zdjęciu ma na głowie jakieś czarne pudełko i wygląda jak kosmita.

Przemek to jedna z osób, których co prawda nie znam osobiście, ale które widzę na SPP co roku. Wokół konferencji tworzy się coś w rodzaju środowiska, zawiązują się przyjaźnie i znajomości. Jeszcze chyba nie ma małżeństw między osobami, które tu się poznały, ale to tego typu impreza. Sprzyja temu jej charakter – naukowy co do treści, ale popularny w formie i zostawiający dużo czasu na prywatne dyskusje.

Jedną z inspiracji dla organizatorów były konferencje TED i TEDx – przyznaje Jakub Bochiński, zajmujący się programem naukowym, a w trakcie SPP pełniący, u boku Joanny Bagniewskiej, rolę konferansjera. Zaznacza jednak, że te popularne konferencje mają również wady, których na SPP nie chciano powielać. Jakub nazywa to „inflacją oczekiwań”. W skrócie wygląda to tak. Odbiorcy konferencji TED spodziewają się usłyszeć coś niesamowitego (za to w końcu płacą). Prelegenci starają się sprostać tym oczekiwaniom, naciągając delikatnie rzeczywistość. W efekcie spora część tez wygłaszanych na scenie okazuje się z czasem trochę przesadzona.

Mam cichą nadzieję, że w niedalekiej przyszłości miejsce TED zajmie jakaś konferencja podobna do naszej, oparta na solidnych podstawach naukowych, a jednocześnie nie mniej przez to fascynująca – wyjaśnia.

Wzorem dla organizatorów była w tym roku chyba także „Familiada”, ale dowcipy w wykonaniu Joanny Bagniewskiej mają znacznie więcej uroku niż te Karola Strasburgera. I chyba wszystkie są śmieszne, choć czasem wymagają przygotowania teoretycznego. Ten o neutrinie zrozumiała ponoć tylko prof. Zalewska, dyrektor CERN.

Jednym z punktów programu jest dyskusja panelowa z udziałem kilku profesorów, a także dra Michała Bieńka ze spin-offu Apeiron R&D, założonego przy Instytucie Chemii Organicznej PAN, oraz dra Tima Slingsby’ego, odpowiedzialnego za kontakty naukowe w British Council. Temat: „Should I stay (w domyśle: w nauce) or should I go?”, czyli akademia a praca w badawczych firmach komercyjnych. Prowadząca Maria Wilczek, doświadczona w oksfordzkich debatach, bezbłędnie dyryguje rozmową, ale przewody od mikrofonów okazują się nieco za krótkie. Prof. Andrzej Jajszczyk, który oprócz kierowania Narodowym Centrum Nauki jest także naukowcem na AGH w Krakowie, przeciągą kabel: That’s my engineering side. Patrzę na ks. Hellera na widowni – uśmiecha się. Dyskusja przechodzi z czasem na wciąż przewijający się temat powrotu naukowców do Polski. Prof. Zalewska prosi z widowni o głos i opowiada o swoim byłym studencie, który po postdoku w Paryżu wrócił do Polski i ze zdobytych grantów kupił drogi sprzęt i założył własną grupę. Teraz jest dla swojego byłego profesora nie jednym z postdoków, lecz równorzędnym, atrakcyjnym partnerem – choćby ze względu na unikatową aparaturę, którą dysponuje. Powrót do Polski daje dużo wolności.

Do dyskusji nawiązuje potem w swoim wykładzie prof. Lech Mankiewicz, dyrektor CFT PAN w Warszawie. Zaczyna od historii, jak to kierownik jednego z instytutów fizycznych w Stanach Zjednoczonych został zapytany przez rządowego oficjela, w jaki sposób badania w jego ośrodku przyczyniają się do rozwijania potencjału obronnego USA. Dyrektor odpowiedział wówczas, że nie jest świadom jakiejkolwiek roli poza tą, że to dzięki istnieniu takich miejsc jak jego instytut Stany Zjednoczone są krajem, którego warto bronić. Prof. Mankiewicz, mówiąc, chodzi po scenie i patrzy widzom w oczy. Sala słucha w milczeniu.

Czy Polska jest „worth defending”? Tak, bo realizowane są tu wciąż – mimo niewielkich pieniędzy, mimo mnóstwa utrudnień – badania na światowym poziomie. Podaje przykłady ze swojej dziedziny, astronomii i astronautyki.

Potem wspomina inicjatywę edukacyjną, w którą się angażuje Khan Academy Polska. Polska nauka jest niezbędna jako środowisko, w którym można pokusić się o realizację marzeń i w którym wybitni młodzi Polacy wciąż mogą liczyć na wsparcie, i to bynajmniej nie instytucji państwa, z roku na rok obcinającego pieniądze. Paradoksalnie nauka, przynajmniej w zakresie nauk ścisłych, była 30 lat temu, w czasach słusznie minionego reżimu, oazą wolności i taką oazą pozostała – mówi profesor.

Oksford miał swój udział w utrzymywaniu tej oazy. W latach 80. z inicjatywy prof. Zbigniewa A. Pełczyńskiego (zwanego ZAP-em), jednego z polskich profesorów tej uczelni, organizowano stypendia i staże dla Polaków, z których skorzystało łącznie ponad 1,5 tys. osób. Zwykle takie wyjazdy trwały parę miesięcy i polegały na gromadzeniu materiałów do pracy badawczej. Konferencja SPP to w jakimś sensie kontynuacja tamtej tradycji, co symbolicznie oddaje przemówienie 89-letniego już ZAP-a podczas otwarcia.

W oficjalnym oksfordzkim biuletynie, tak zwanej „Gazette”, czytam orację rektora uniwersytetu, zwanego tu dla niepoznaki vice-chancellorem. Andrew Hamilton (tę samą funkcję w Cambridge pełni obecnie, nadmieńmy, Polak urodzony w Walii, prof. Leszek Borysiewicz) mówi: Karol Marks napisał: „Ludzkość stawia sobie zawsze tylko takie zadania, które jest w stanie rozwiązać”. Cóż, Karol mylił się w tej sprawie, tak jak mylił się w wielu innych. Oksford właściwie z definicji zajmuje się problemami bez widocznego rozwiązania. Tak jest chyba w ogóle w przypadku nauki. I wszędzie jest ona oazą wolności – myślę. Ale czas pójść na piwo.

Druga bowiem, równie ważna część SPP dzieje się poza oficjalnym programem, we wspomnianych pobliskich pubach lub choćby przy konferencyjnych kanapkach, które są w tym roku wyjątkowo dobre. W kolejce spotykam Krzysztofa Bara, doktoranta w dziedzinie informacji kwantowej z Oksfordu, znaną osobistość polonijnego świata akademickiego. Krzysiek odbierał odznaczenie od prezydenta w imieniu polskich stowarzyszeń studenckich w Wielkiej Brytanii. Udziela się publicystycznie, publikował nawet na tych poczytnych łamach, nie mówiąc o „Gazecie Wyborczej”. Pamiętam, jak kiedyś mówił mi, że jego profesor wygląda jak starszy rockman, on sam jednak jest zawsze elegancki. Teraz ma zarzucony na szyję słynny czerwony szal. Opowiada mi o niedawnym kilkumiesięcznym wyjeździe do Singapuru, gdzie znajduje się znany instytut z jego dziedziny, prowadzony zresztą przez Polaka. Ten kontakt z azjatycką etyką pracy – wstajesz rano, rzetelnie pracujesz, wychodzisz z pracy – był bardzo pouczający – mówi mi, sięgając po kanapkę.

Zadziwiające jest to, jak wiele chce się robić spotykanym na SPP osobom. Co rozmowa, to jakaś ciekawa inicjatywa. Joanna Bagniewska leci drugiego dnia do Warszawy na Kongres Obywatelski (pobudka o 3 rano), ale wraca wieczorem, by zorganizować u siebie w domu pokonferencyjne after party, o którym już krążą legendy. Idzie spać po 27 godzinach. Jakby przeczuwając taki obrót wydarzeń, prof. Pełczyński już podczas ceremonii otwarcia konferencji wręcza jej odznakę „ZAP-aleńca” za jej działalność jako lidera akademickiej polonii w Anglii. Asia jest ponadto znana jako zwycięzca polskiej edycji i jeden z laureatów edycji międzynarodowej konkursu dla popularyzatorów nauki, FameLab.

Męska część Polonii pozostaje, jeśli chodzi o aktywność, nieco w tyle, ale nie aż tak bardzo. Na przykład chłopaki z Cambridge, Piotr Grudzień i Konrad Wolkowski, organizują w dniach 15-19 grudnia tego roku w Warszawie pięciodniowy program spotkań dla studentów i absolwentów wiodących brytyjskich uczelni pod nazwą Polish Opportunities. Podczas SPP rozdają wizytówki. Nie da się przecenić, jak ważne jest to, by młodzi, zdolni Polacy wracali do kraju. Celem naszej inicjatywy jest im to ułatwić – tłumaczy mi Piotrek, a ja jestem dumny, że chodziliśmy do tego samego łódzkiego liceum.

Wspomniany wcześniej Tadeusz Kocman, inżynier do spraw podsystemu zasilania w jednej z trzech największych firm z branży kosmicznej w Europie, myśli z kolei o zorganizowaniu sieci polskich inżynierów i naukowców ze swojej dziedziny. Wraz z Heleną Łoś i Marcinem Wygachiewiczem, kolegami po fachu, przygotował już zarys strategii. Nasz cel określiliśmy jako stworzenie miejsca służącego kontaktom pomiędzy przedstawicielami branży kosmicznej przebywającymi zarówno w kraju, jak i za granicą. Dzięki temu chcielibyśmy pomóc rozwojowi tego sektora w Polsce oraz realizować wspólnie projekty z tym związane. Jednym z działań byłaby pomoc studentom i absolwentom w zdobyciu doświadczenia zawodowego poprzez ułatwienie nawiązywania kontaktów z instytucjami i firmami z naszej branży oraz z osobami już tam pracującymi.

Najbardziej imponującą inicjatywą jest jednak chyba samo SPP. Na moje pytanie o ilość pracy włożonej w przygotowanie konferencji, Jakub Bochiński odpowiada, jak przystało na astronoma, „twardymi liczbami”. Szesnaścioro organizatorów (wymieńmy jednym tchem wszystkich: Magdalena Richter i Tomasz Cebo jako mentorzy serii, Maciej Halbryt i Piotr Oleśkiewicz jako liderzy tegorocznej edycji, ponadto Tomasz Augustynek, Joanna Bagniewska, Jakub Bochiński, Wojciech Dziwulski, Adam Goliński, Kira Kowalska, Aleksandra Królik, Aleksandra Pędraszewska, Bartek Redlicki, Maria Sobczyk, Natalia Wróblewska, Agata Zielińska), 7000 niezależnych zadań podzielonych na 27 projektów, 40 telekonferencji, 42 raporty i 2500 plików w internetowej chmurze. Jedno tylko spotkanie niewirtualne.

Sobota wieczór, oficjalny koniec konferencji. Na uroczystej kolacji w sali jadalnej college’u Lady Margaret Hall siadam koło najbliższych przyjaciół. A., dwaj M. i T. jak zwykle niezwykle eleganccy; chyba już co roku będę wspominał o ich skarpetkach. Żywa dyskusja, potem toasty. Zgodnie z lokalnym zwyczajem ludzie wrzucają sobie nawzajem miedziaki do kieliszków, zmuszając się tym samym – takie są zasady – do wypicia całości do dna. Niektórzy wstają od stołów, dosiadają się do dawno nie widzianych znajomych. Kelnerzy nie bardzo wiedzą, co się dzieje. Następnie zdjęcia zbiorowe: grupa z tej uczelni, z tamtej, potem absolwenci tego czy owego polskiego liceum.

Przypomina mi się wywiad z Asią Bagniewską, w którym mówiła, że z jej liceum jest więcej ludzi na Oxbridge niż z prestiżowej angielskiej boarding school, w której czesne wynosi 30 tys. funtów.

W jej ani mojej polskiej szkole nie było najnowszych pomocy dydaktycznych, sali teatralnej, orkiestry, klubów debat, sławnych gości. Co było? Przypuszczam, że jakiś szczególny etos, który może później trwać niezależnie od uczelni, na którą się idzie, i czy pozostaje się w kraju, czy wyjeżdza za granicę.

W tym towarzystwie, w tych murach, przy tym winie – etos ten czuje się dobrze.

Szmer rozmów, wesołe pokrzykiwania. A., jak zawsze uroczo niepoprawny politycznie, intonuje w jednej części sali „Rotę”.

Konferencja „Science. Polish perspectives – Nauka. Polskie perspektywy” odbyła się w Oksfordzie w dniach 24-25 października 2014 r.

Podziel się artykułem:

Marcin Suskiewicz
Stały współpracownik czasopisma "Pressje". Pracuje nad doktoratem z biochemii (krystalografia białek), interesuje się filozofią przyrody oraz teologią.

Napisaliśmy już 2007 tekstów

Robimy to dla Ciebie, zupełnie za darmo. Nie blokujemy treści, nie zakrywamy portalu banerami. Sami tego nie lubimy. Zamiast sprzedawać Twoje kliknięcia, stawiamy sprawę jasno: Potrzebujemy Twojego wsparcia, by utrzymać portal. Liczymy na Ciebie.

INNA KWOTA

Odpowiedzią na rosnącą interdyscyplinarność nauki powinny stać się postulowane przez Klub Jagielloński kolegia naukowo-dydaktyczne.

Kolegia szansą na wydobycie potencjału polskich naukowców

Kolegia szansą na wydobycie potencjału polskich naukowców

Radosław Rybkowski

Powodzenie reformy będzie zależeć od zwiększenia publicznych wydatków na naukę i szerokiego wsparcia elit politycznych.

Polskie uczelnie potrzebują pozytywnego wstrząsu

Polskie uczelnie potrzebują pozytywnego wstrząsu

Radosław Rybkowski

Demokracja liberalna zaczyna się chwiać i widać to nawet w peryferyjnym świecie Twin Peaks.

Twin Peaks po końcu historii

Twin Peaks po końcu historii

Piotr Kaszczyszyn
Następny artykuł:

Węgiel i kamieni kupa

Węgiel i kamieni kupa