Tylko Europa Środkowa

Artur Wołek | 29-08-2014 17:41:54 | zajmie Ci przeczytanie tego artykułu
Tylko Europa Środkowa
Facebook.com/Visegrad Plus

Ostatnie tygodnie pokazały, że Polska odgrywa zauważalną rolę w polityce europejskiej tylko wtedy, kiedy jest postrzegana przez zachodnich przywódców jako reprezentant Europy Środkowo-Wschodniej. Polska jako gracz samodzielny może załatwiać drobne interesy, ale wpływu na kierunek polityki europejskiej nie ma.

Zaczęło się tak wspaniale. Radek Sikorski na płonącym Majdanie przemawiał w imieniu Unii Europejskiej i ramię w ramię z niemieckim ministrem spraw zagranicznych negocjował z Rosjanami warunki kapitulacji Janukowycza. Poważnie mówiono o stanowisku Wysokiego Przedstawiciela UE dla polskiego ministra spraw zagranicznych – w uznaniu jego dyplomatycznych zdolności, ale też w kontekście nowych, wschodnich wyzwań dla polityki Unii. Sześć miesięcy później nikt chyba nie ma wątpliwości, że politykę UE w kwestii konfliktu na Ukrainie tworzą Niemcy przy niewielkiej asyście Francji, a stanowiskiem Polski nikt, nawet Ukraińcy, nie zaprząta sobie już głowy.

Można powiedzieć: wiadomo, koncert mocarstw, zawsze nas ignorowali itd. Ale do czego w takim razie Frank-Walter Steinmeier potrzebował Sikorskiego w zrewoltowanym Kijowie? Nie był to przecież tylko PR.

Polska w tym czasie dysponowała unikalną na skalę europejską wiedzą o tym, co dzieje się na Ukrainie i rzeczywiście była w stanie pełnić rolę przewodnika po tym grząskim terenie. Dysponowała też kapitałem zaufania po obu stronach konfliktu, który budowany był przez kolejne prawicowe i lewicowe ekipy rządzące w Warszawie.

Głos Polski stał się ważny, bo był postrzegany jako głos wszystkich krajów, dla których wschodnie sąsiedztwo UE jest istotne. Te zasoby nie zniknęły, ale polski MSZ nie bardzo wie, co z nimi dalej robić, a MSZ niemiecki nadrobił swoje braki. Zaraz potem okazało się, że w sprawie sankcji wobec Rosji możemy liczyć tylko na poparcie krajów bałtyckich – i tak z przewodnika europejskiej dyplomacji Polska wróciła do swojej stałej roli osamotnionego rusofoba.

Na zdrowy rozum, w obliczu największego od zakończenia zimnej wojny zagrożenia dla pokoju w Europie Polskę powinny poprzeć przynajmniej kraje dawnego bloku wschodniego. Ale nie. Premier Słowacji nazwał wprowadzone sankcje „bezsensownymi”, Viktor Orbán zapowiedział budowanie w UE koalicji przeciwko sankcjom, a rząd czeski musi się zmagać z uwagami prezydenta Zemana w rodzaju, że sankcje „jedynie pogorszą stosunki między naszymi krajami i pogłębią nieufność”. Kraje Grupy Wyszehradzkiej mówią nasza chata z kraja, a business is business.

Taki jest efekt przekonania dużej części elit państw Europy Środkowo-Wschodniej, że interesy w polityce zagranicznej załatwia się samemu, a małych krajów nie stać na politykę regionalną.

W Polsce najlepszym wyrazem tej postawy było ogłoszenie w 2009 r. przez Radka Sikorskiego końca „polityki jagiellońskiej”. Każdy z krajów Europy Środkowo-Wschodniej ma jednak nie tylko bardzo słabą pozycję w polityce europejskiej, ale i zasadnicze problemy z określeniem, jakie są jego długoterminowe interesy, odkąd osiągnięto cele lat 90-tych – członkostwo w UE i NATO.

Elity tych krajów są raczej nieliczne, dyskurs publiczny ubogi, decydenci uznali politykę europejską za część polityki zagranicznej, a samą zagraniczną za drugorzędną (bo nie tu zdobywa się władzę) i oddali ją w ręce dyplomatów. Od dyplomatów wymaga się realizacji celów stawianych przez polityków, więc starają się jak mogą i załatwiają kolejne drobne interesy, którymi politycy mogą pochwalić się wyborcom. Ale jakoś te drobne deale nie chcą się złożyć w żadną strategię, której można używać jako przewodnika w tworzeniu kolejnych koalicji w Brukseli, w żadną wizję miejsca danego kraju w Unii Europejskiej. Ostatnie 10 lat pokazało, że tak się da żyć w Unii: pozwolić ponieść się fali i podstawiać swój garnuszek, gdy nadarza się okazja.

Rosyjska interwencja na Ukrainie zmienia wszystko. Albo kraje Europy Środkowej zbudują narzędzia swojej obecności w Brukseli, albo Niemcy i Francja samodzielnie będą tworzyły politykę UE wobec odradzającego się imperium rosyjskiego. Dziś Węgrzy i Słowacy wiedzą, że nie mogą liczyć na Europę, stąd ich rozpaczliwe, a czasem humorystyczne pomysły na grę solo z Putinem. Istniejące mechanizmy współpracy w ramach Grupy Wyszehradzkiej nie wytworzyły odruchu brania pod uwagę priorytetów środkowoeuropejskich partnerów. Ba, wiedza o tych priorytetach rzadko wychodzi poza grono fachowców zajmujących się relacjami z krajami wyszehradzkimi.

Rola Polski w grudniowych wydarzeniach na Ukrainie pokazuje jak wiele, ale zarazem niewiele trzeba, by Polska stała się reprezentantem ważnej części krajów UE.

Wiele, bo Radek Sikorski zbierał owoce wieloletniej pracy polskich dyplomatów i polityków, którą ideologicznie dezawuował, ale instytucjonalnie w ramach MSZ ciągle na szczęście wspierał. Niewiele, bo polskie zasoby zostały docenione przez zachodnich partnerów bez jakiejś wielkiej akcji dyplomatycznej. Polska potrafiła wiarygodnie wytłumaczyć, co się dzieje na Ukrainie oraz przedstawić możliwe rozwiązania – i to wystarczyło, by znaleźć się przy stole.

Polski głos będzie słyszany w Brukseli tylko wtedy, jeżeli będzie więcej niż tylko polskim głosem. A to można uzyskać jedynie poprzez budowanie zasobów wiedzy o priorytetach naszych sąsiadów z Europy Środkowej i kontakty z elitami tych krajów. W ten sposób Polska może stać się reprezentantem Europy Środkowej w Brukseli.

Reprezentantem nie znaczy hegemonem. W polskim myśleniu o Europie Środkowej często pojawia się motyw regionalnego mocarstwa. Polska za sprawą swych gabarytów jest predysponowana do roli regionalnego lidera: wystarczy, że będziemy mili, od czasu do czasu poprzemy jakiegoś Słowaka na dość ważne stanowisko europejskie, i nasi partnerzy w regionie automatycznie powinni uwzględnić nasze interesy. Bardzo długo zajęło polskim elitom uświadomienie sobie, że to właśnie rozmiar Polski może być przeszkodą we współpracy regionalnej w Grupie Wyszehradzkiej. Wiedza o obawach, jakie budzi Polska, musi więc stać się podstawą budowania skutecznego partnerstwa w Europie Środkowej.

Zrozumienie, że Polska może uzyskać istotne miejsce przy europejskim stole nie samodzielnie, ale jako część blisko współpracującej Europy Środkowej, to projekt pracy na długie lata – zwłaszcza, że wymaga zmiany świadomości polskich polityków i dyplomatów.

Alternatywą jest jednak udawanie, że w polityce międzynarodowej po 2014 r. nic się nie zmieniło i załatwianie kolejnych drobnych interesów w Berlinie, Waszyngtonie i Brukseli.

Próbą odpowiedzi na wyzwania przedstawione w tekście jest  projekt Visegrad Plus, za którego prowadzenie odpowiada Klub Jagielloński. Analizy, raporty, teksty publicystyczne; nawiązanie trwałej i regularnej współpracy z organizacjami pozarządowymi, ośrodkami eksperckimi oraz akademickimi z państw Grupy Wyszehradzkiej. Projekt startuje 15 września, ale już dziś zachęcamy do śledzenia go na Twitterze oraz polubienia jego profilu na FB.

 

Spodobał Ci się ten artykuł? Przekaż nam choćby symboliczną darowiznę w wysokości 4 złotych. To mniej, niż kosztuje najtańszy z tygodników opinii, a nasze teksty możesz czytać bez żadnych limitów i ograniczeń.

Klub Jagielloński
Nr konta: 16 2130 0004 2001 0404 9144 0001
W tytule: „darowizna na cele statutowe: jagiellonski24”
Dziękujemy!

Podziel się artykułem:

Artur Wołek
Politolog, wykładowca akademicki, Przewodniczący Rady Programowej Visegrad Plus. Ostatnio opublikował "Słabe Państwo".

Napisaliśmy już 1780 tekstów

Robimy to dla Ciebie, zupełnie za darmo. Nie blokujemy treści, nie zakrywamy portalu banerami. Sami tego nie lubimy. Zamiast sprzedawać Twoje kliknięcia, stawiamy sprawę jasno: Potrzebujemy Twojego wsparcia, by utrzymać portal. Liczymy na Ciebie.

INNA KWOTA

Na nasze pytania odpowiadają: Łukasz Jasina, Jakub Majmurek, Sebastian Smoliński, Jakub Socha i Piotr Zaremba.

Spór o kino narodowe

Spór o kino narodowe

Sebastian Smoliński

Na końcu książki Krasowski stawia ciekawe pytanie: czy to Kaczyński psuje Polaków, czy jedynie świetnie do nich pasuje?

III RP na kozetce

III RP na kozetce

Krzysztof Mazur

Na poziomie województwa rekordzistą jest chyba jedna z małopolskich sieci posiadająca 52 apteki, przekraczając tym samym limit o… 41 możliwych lokali.

Uman-Ntuk: W Polsce mamy za dużo aptek

Uman-Ntuk: W Polsce mamy za dużo aptek

Maciej Dulak
Następny artykuł:

Moś, Paszcza: Weź się zorganizuj!

Moś, Paszcza: Weź się zorganizuj!