Piechuła: Manifest śmieciowego pokolenia

Grzegorz Piechuła | 30-01-2014 18:44:33 | zajmie Ci przeczytanie tego artykułu
Piechuła: Manifest śmieciowego pokolenia
easylearn.com

Premier Donald Tusk zobowiązał rząd do „zakończenia niechlubnej ery śmieciówek”. Jak tłumaczył, praca oparta na umowach cywilnoprawnych jest najczęściej „odarta z godności i poczucia bezpieczeństwa”. Większość zatrudnionych w ten sposób Polaków zgodziłaby się zapewne z wnioskami szefa rządu. Jednak rozwiązanie, które proponuje gabinet PO-PSL, sprawi jedynie, że życie na śmieciówce stanie się jeszcze bardziej parszywe.

Zaliczam się do pokolenia dzisiejszych 20-30-latków, które unika umów śmieciowych jak ognia. Chociaż od czasu do czasu pracuję na podstawie umów cywilnoprawnych, to nie są one moim podstawowym źródłem utrzymania. I nie chciałbym, by kiedykolwiek były.

Doskonale pamiętam rozmowy na piątym roku studiów, zwłaszcza tuż przed obroną pracy dyplomowej i parę miesięcy po niej. Rozmowy młodych ludzi, którzy właśnie kończą edukację. Rozmowy o pracy. Grupa absolwentów politologii, którym premier doradził przekwalifikowanie się na spawaczy, snuła wizje zawodowej przyszłości. Każdy z innym pomysłem na siebie, z odmiennym planem. Niemal wszyscy z jednym, podstawowym założeniem: byle nie śmieciówka.

Skąd ta niechęć do umów cywilnoprawnych? Czy z głębokiego przekonania, że składki należy płacić, gdyż stanowią gwarancję godnej starości i profesjonalnej opieki medycznej w nagłej potrzebie? Oczywiście, że nie! Gdyby ktoś zasugerował podobną bzdurę, w oczach wielu natychmiast wyrobiłby sobie dożywotnią gębę króla frajerów. A właśnie z tak (i tylko tak) pojętym „problemem umów śmieciowych” zamierza walczyć Donald Tusk.

Dziś i jutro chcemy zjeść obiad

Skoro jednak niechęć do śmieciówek nie wynika z obłąkańczego zamiłowania do płacenia składek, to gdzie leży jej źródło? By odpowiedzieć na to pytanie, musimy najpierw zrozumieć, czego tak naprawdę chcemy. Jakie są nasze oczekiwania względem rynku pracy? Spodziewamy się 5000 PLN na rękę, służbowego samochodu, iPhone’a i pakietu medycznego na start? Czy oczekiwania naszego śmieciowego pokolenia są naprawdę tak wygórowane? Czy jesteśmy „bandą rozwydrzonych smarkaczy w ciałach 20-kilkulatków”, jak cyklicznie wmawiają nam „Gazeta Wyborcza” i portal naTemat.pl?

Nie, po stokroć nie! Wręcz przeciwnie: nasze oczekiwania są skrajnie zaniżone, ambicje stłumione, a nasze jedyne wspólne marzenie jest wręcz upokarzająco byle jakie: chcemy normalnie żyć. Ot, tak po prostu, nie zastanawiać się, czy ktoś zapłaci nam za pracę, którą wykonujemy i czy uda nam się z tej pensji bez obaw zjeść obiad. I szlag nas trafia, że czasami tak trudno to osiągnąć.

Chcemy nie czuć się zmuszeni do przychodzenia do pracy z 39 stopniami gorączki. Dlatego marzymy o płatnym chorobowym. By się usamodzielnić, większość z nas musi wziąć gigantyczny kredyt na kawalerkę lub – szczyt luksusu – dwupokojowe mieszkanie. Nie mamy innego wyjścia, dlatego błagamy w bankach, by dały nam pożyczkę, której spłatą będziemy się martwić przez kilkanaście lub kilkadziesiąt najbliższych lat. Chcemy zakładać niepatologiczne rodziny. Takie, które stać na wychowanie zdrowego dziecka. Z tym, że nie będzie miało swojego pokoju, już się pogodziliśmy. Dlatego tak natrętnie, z przestrachem w oczach, wspominamy, że chcielibyśmy, by nasze zwolnienie z pracy było uzasadnione czymś więcej niż pojawieniem się tańszego odpowiednika – czyli jeszcze bardziej śmieciowego pokolenia.

Pojutrze będziemy głodować

Wyzbyliśmy się ambicji, mamy minimalne oczekiwania, chcemy już nawet nie godnie, a zaledwie normalnie żyć. Nie domagamy się 5000 PLN na rękę za naszą pracę. Wielu nie marzy nawet o połowie tej kwoty. Wiemy, że nasze marzenia o skromnej, ale godnej pensji spełniłyby się szybciej, gdyby nie składka emerytalna, z której nie odzyskamy ani grosza, gdyby nie składki rentowa i wypadkowa, z których mamy nadzieję nie korzystać, gdyby nie ubezpieczenie chorobowe i zdrowotne, które gwarantują nam oczekiwanie w kilkunastomiesięcznych kolejkach do specjalisty.

I oto dowiadujemy się, że rząd postanowił ulżyć tym, którzy nie mieli innego wyjścia bądź chcieli uciułać odrobinę więcej miesięcznie i wylądowali na śmieciówkach. Pomoże im… nakładając na nich obowiązek płacenia wszystkich składek i potrąceń. Platforma Obywatelska podzieli się ze śmieciowym pokoleniem tym, co najgorsze w etacie – wysokimi kosztami pracy, nie oferując w zamian nawet odrobiny bezpieczeństwa.

Ale nawet przeciw tym zmianom, tak boleśnie dotykającym naszego żywotnego interesu, nie protestujemy. Nie buntujemy się, nie organizujemy sprzeciwu. Za kilka miesięcy postaramy się jeszcze bardziej obniżyć nasze oczekiwania i ambicje. I już dziś wiemy, że nam się to uda. Jesteśmy przecież śmieciowym pokoleniem i dostajemy dokładnie to, na co sobie zapracowaliśmy: bierną, obojętną, wręcz poddańczą postawą. 

Podziel się artykułem:

Grzegorz Piechuła
Politolog, komentator polityczny, współtwórca i redaktor jagiellońskiego24, działacz społeczny, konserwatysta. Urodzony na 3 dni i 8 miesięcy przed rozpoczęciem obrad Okrągłego Stołu i od tamtej pory zainteresowany systemem władzy, życiem publicznym oraz mediami.

Napisaliśmy już 2031 tekstów

Robimy to dla Ciebie, zupełnie za darmo. Nie blokujemy treści, nie zakrywamy portalu banerami. Sami tego nie lubimy. Zamiast sprzedawać Twoje kliknięcia, stawiamy sprawę jasno: Potrzebujemy Twojego wsparcia, by utrzymać portal. Liczymy na Ciebie.

INNA KWOTA

Wiele tez „Programu Polski Ludowej” z 1941 r. zostało oficjalnie przyjętych za podstawę rozważań programowych brytyjskiej Partii Pracy.

Lewa strona odpowiada: Zygmunt Zaremba

Lewa strona odpowiada: Zygmunt Zaremba

Bartosz Wójcik

Gospodarki przedkapitalistyczne pełne były zasad, które u zwolenników wolnego rynku wzbudziłyby jedną myśl: „uwaga, socjalizm!”.

Bez państwa wolnego rynku by nie było

Bez państwa wolnego rynku by nie było

Piotr Wójcik

To nie pierwszy raz, kiedy mające promować patriotyzm gospodarczy działania rządzących w praktyce przynoszą więcej szkody, niż pożytku.

Wydali 2 miliony, a aplikacja ledwo działa. Jak rządowa agencja promuje regionalne produkty

Wydali 2 miliony, a aplikacja ledwo działa. Jak rządowa agencja promuje regionalne produkty

Piotr Trudnowski
Następny artykuł:

Jakóbik: Pawlaka przesyłka z Moskwy

Jakóbik: Pawlaka przesyłka z Moskwy