Dudek: Lustracja wciąż trwa

Antoni Dudek, Bartosz Brzyski | 19-01-2014 19:51:27 | zajmie Ci przeczytanie tego artykułu
Dudek: Lustracja wciąż trwa
flickr.com

Dzisiaj mija 15 lat od powstania Instytutu Pamięci Narodowej. Czy ta instytucja nie straciła jeszcze swojej racji bytu?

Rzeczywiście, w sensie prawnym mija dziś 15 lat od powołania IPN. Jednak prawdziwe „narodziny” tej instytucji miały miejsce w czerwcu 2000 r., kiedy po półtora roku ciężkich politycznych „przepychanek” udało się wreszcie wybrać jego pierwszego prezesa, Leona Kieresa. I to właśnie czerwiec 2000 r. jest dla pracowników Instytutu okazją do świętowania, gdyż dopiero wybór prezesa de facto uruchomił jego funkcjonowanie.

Czy IPN jest wciąż potrzebny? Dla mnie odpowiedź jest zdecydowanie twierdząca. Obecnie ta instytucja powoli ewoluuje. W pierwszych latach główny nacisk położony był na drugi człon jej nazwy, czyli Komisja Ścigania Zbrodni Przeciw Narodowi Polskiemu (pion prokuratorski). Z tego powodu najważniejszym zadaniem IPN było dążenie do prawnego rozliczenia zbrodni z okresu II wojny światowej i przede wszystkim zbrodni z czasów PRL. Dzisiaj ten wymiar powoli traci na znaczeniu z trzech powodów: potencjalni sprawcy albo już odeszli, albo jest ich bardzo niewielu, albo sądy nie chcą ich spraw rozpatrywać, bo uważają, że już się przedawniły. Obecnie głównym obszarem działania jest praca archiwalna (w tym pionie zatrudnionych jest najwięcej pracowników) i związane z tym udostępnianie zgromadzonych dokumentów: dziennikarzom, historykom oraz ofiarom i ich rodzinom. I wreszcie dochodzimy do działalności edukacyjno-naukowej, która jest niezbędna w takich krajach jak Polska – naznaczonych totalitarnym piętnem. Instytucje podejmujące ten obszar zainteresowań działają we wszystkich krajach postkomunistycznych, tworzy się je także np. w Ameryce Łacińskiej ze względu na istnienie prawicowych dyktatur.  Jest to więc mechanizm uniwersalny, służący do rozliczania się demokratycznych społeczeństw z czasami dyktatury. 

Z jednej strony rośnie popularność Ruchu Narodowego wśród młodych ludzi, z drugiej mieliśmy okazję obserwować reakcje na „Resortowe dzieci”To pokazuje, że w Polsce wciąż silne są antykomunistyczne emocje. Czy w tej sytuacji warto wracać do rewizji „grubej kreski” i podnosić ponownie kwestię lustracji?

Lustracja jest procesem, który się dokonuje nieprzerwanie od wielu lat, bez względu na jej obecność w mediach. W tym celu zachęcam do przejrzenia działalności Biura Lustracyjnego, opisanej na stronie internetowej IPN. Co kilka miesięcy publikowane są katalogi z prowadzonych procesów lustracyjnych. Lustrację na skalę krajową, etap najgłośniejszych nazwisk i największych emocji, mamy już za sobą. Dziś dotyczy ona głównie Polski lokalnej:  wójtów, burmistrzów, różnych postaci rozpoznawalnych raczej miejscowo, a nie w skali ogólnopolskiej. Jest to proces naturalny, który powoli dobiega końca. Zmniejsza się liczba osób poddawanych lustracji, także ze względu na to, że podlegają jej tylko osoby urodzone przed rokiem 1973. Natomiast spór o PRL, którego przykładem jest wspomniana przez Pana książka, będzie oczywiście wracał co jakiś czas z prostego powodu – ta dyktatura wywarła gigantyczne piętno na polskim społeczeństwie. Ludzie często nie zdają sobie sprawy ze skali zmian, jakie zostały wówczas wprowadzone. Wiele z otaczającej nas dzisiaj rzeczywistości można wyprowadzić bezpośrednio z PRL. Prosty przykład: skąd w Sejmie akurat 460 posłów? Myślę, że zdecydowana większość ludzi nie potrafiłaby odpowiedzieć na to pytanie. Tymczasem odpowiedzialny jest za to Władysław Gomułka, który w pewnym momencie uznał, że posłów powinno być akurat 460. I tak jak Gomułka zarządził, tak jest do dzisiaj. Czy nam się to podoba, czy nie, jesteśmy wciąż silnie „zanurzeni” w poprzednim ustroju i z tego powodu spory o jego ocenę będą stanowiły wciąż ważny składnik współczesnych debat.

Wydaje mi się, że trochę pokutuje brak dekomunizacji zaraz po transformacji ustrojowej. I temu brakowi nie zaradzą obecnie podejmowane działania przez IPN. Lustracja wójtów nie przebije się do mediów.

Przede wszystkim należy zdawać sobie sprawę z tego, iż lustracja jest tylko niewielkim fragmentem dekomunizacji. Lustracja oznacza ujawnianie przeszłości agenturalnej osób publicznych, natomiast dekomunizacja to znacznie szerszy proces – w czysto personalnym wymiarze dotyczy ludzi, którzy byli zaangażowani w PRL-owski aparat władzy nie jako tajni agenci bezpieki, tylko jako jej funkcjonariusze, ale także funkcjonariusze aparatu partyjnego, funkcjonariusze administracji państwowej, sędziowie, prokuratorzy. Cała ta ogromna grupa ludzi nie została w żaden sposób poddana procesowi dekomunizacji, bo takowego w Polsce po prostu nie było.

Jaka przyszłość czeka IPN? Z jednej strony mamy SLD, potencjalnego koalicjanta PO w następnej kadencji, który naciska na jego likwidację, z drugiej mamy PiS, który działalność Instytutu może mocno zintensyfikować po dojściu do władzy.

Działania IPN nie wymagają jakiejś szczególnej intensyfikacji. Instytut potrzebuje po prostu normalnych warunków działania, a nie takich, jakie mieliśmy w ostatnich latach, jak np. Instytut pozbawiono jego siedziby w Warszawie.

Natomiast SLD i jego wrogość do IPN nie jest niczym nowym. Instytut już raz przeżył rządy SLD z lat 2001-2004. Nie jestem wielkim pesymistą, myślę, że Miller uprawia pewną retorykę wyborczą i będzie atakował IPN jeszcze niejeden raz, natomiast kiedy mógł go faktycznie zlikwidować w okresie wspominanych przeze mnie rządów, to jednak tego nie uczynił. Zakładam więc, że po tylu latach tym bardziej tego nie zrobi, zwłaszcza, że SLD raczej już nie będzie aż tak silne jak wówczas.

Jednym słowem, retoryka stosowana przez oba ugrupowania nie przełoży się ostatecznie na konkretne działania, a IPN jak działa, tak będzie działał dalej?

Jedno, co na pewno zmieni PiS, to obecne władze IPN, ze względu na to, że partia Jarosława Kaczyńskiego nie lubi sytuacji, kiedy  instytucje publiczne nie są obsadzone przez ich ludzi. Po raz pierwszy mamy sytuację, w której władzę w Instytucie sprawują ludzie wyłonieni przez korporacje akademickie zamiast osób zależnych od polityków. Taka sytuacja będzie politykom na dłuższą metę z pewnością nie na rękę. Z całą mocą należy podkreślić, iż Polsce potrzebny jest IPN niepodporządkowany rządzącym i ich zachciankom. Niestety przeszłość sugeruje, że również i w kolejnych latach będziemy świadkami prób „przejęcia” Instytutu przez poszczególne partie.

Obecnie IPN zajmuje się przede wszystkim wypełnianiem białych plam po Żołnierzach Wyklętych oraz działalnością edukacyjną i wychowawczą, np. wypuszczając tematyczne gry planszowe. A może należałoby pójść dalej i zaangażować IPN choćby w produkcję filmów historycznych, które w atrakcyjny dla młodego człowieka sposób opowiadałyby o naszej historii, bądź w tworzenie historycznych aplikacji na telefony komórkowe? Jak powinna wyglądać działalność tej instytucji w najbliższej przyszłości?

Mało się o tym mówi, ale IPN był w ostatnich latach zaangażowany w produkcję filmów historycznych i nawet sam je tworzy. Warto wspomnieć choćby o portalu pamiec.pl. Poza tym w Internecie działa wiele portali tematycznych IPN, m.in. poświęconych postaciom Witolda Pileckiego i ks. Jerzego Popiełuszki oraz konkretnym wydarzeniom, jak choćby stan wojenny. W sumie jest ich kilkanaście.

Natomiast zgadzam się, że tego typu działalność wymaga dalszej intensyfikacji i rozszerzania. I Instytut będzie to czynił w ramach środków finansowych, które otrzyma. Niestety w zeszłym roku, ze względu na fatalną decyzję ministra Rostowskiego, spora część pieniędzy, które miały zostać przeznaczone na działalność merytoryczną, zostały spożytkowane na przeprowadzkę Instytutu do nowej, dodajmy - gorszej siedziby.

Ważną rolę w poszukiwaniu nowych form dotarcia do młodych ludzi odgrywa nasza współpraca ze szkołami. Niestety stosunek nauczycieli do IPN jest różny, co odbija się na jakości tej kooperacji.

Jednocześnie nie można oczekiwać, iż Instytut zastąpi rząd oraz administrację publiczną w jej zadaniu kreowania polityki historycznej państwa. IPN może być tylko częścią tego obszaru działania, a nie jego kluczowym elementem.

Rozmawiał Bartosz Brzyski

Podziel się artykułem:

Antoni Dudek
Politolog, profesor zwyczajny Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Autor m.in. „Reglamentowanej rewolucja. Rozkładu dyktatury komunistycznej w Polsce 1988-1990” oraz „Historii politycznej Polski 1989–2005”.
Bartosz Brzyski
Sekretarz redakcji jagielloński24. Członek Klubu Jagiellońskiego. Kontakt: brzyski@jagiellonski24.pl

Napisaliśmy już 1843 tekstów

Robimy to dla Ciebie, zupełnie za darmo. Nie blokujemy treści, nie zakrywamy portalu banerami. Sami tego nie lubimy. Zamiast sprzedawać Twoje kliknięcia, stawiamy sprawę jasno: Potrzebujemy Twojego wsparcia, by utrzymać portal. Liczymy na Ciebie.

INNA KWOTA

Nierealna jest opcja załatania demograficznej dziury na rynku pracy poprzez repatriację Polaków z szeroko pojętego Wschodu.

Obie strony wygrywają

Obie strony wygrywają

Paulina Lang

Prowadzenie optymalnej polityki zdrowotnej wymaga zmian opartych na faktach, a nie powrotu do niemalże ręcznego sterowania z poziomu centralnego.

Magiczna różdżka ministra Radziwiłła

Magiczna różdżka ministra Radziwiłła

Maria Libura

Polacy pomagają ofiarom syryjskiej wojny: całe rodziny, parafie, organizacje kościelne, firmy i organizacje pozarządowe udzielają wsparcia w rejonie walk.

Gra warta świeczki

Gra warta świeczki

Kamil Sikora
Następny artykuł:

Dziób: Urodziny, imieniny, a może... chrzest święty?

Dziób: Urodziny, imieniny, a może... chrzest święty?