Bosak: Gowin nie jest dla nas idolem

Krzysztof Bosak, Rafał Gawlikowski | 09-12-2013 17:21:16 | zajmie Ci przeczytanie tego artykułu
Bosak: Gowin nie jest dla nas idolem
materiały prasowe

Działacze Ruchu Narodowego podjęli decyzję, że wezmą udział w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Chciałem właśnie zapytać o tę reprezentację. Często mówi się, że są pewne braki kadrowe w Ruchu. Nie macie dużo znanych nazwisk, za to wielu młodych ludzi bez jakiegokolwiek doświadczenia w działalności społecznej. W związku z tym, kto będzie na tych ewentualnych listach do Parlamentu Europejskiego? Czy jesteś w stanie wymienić kilka nazwisk na dzień dzisiejszy?

Ja nie spotkałem się ze zbyt wieloma głosami podkreślającymi braki kadrowe w Ruchu. Sądzę, że sytuacja jest wprost przeciwna. To znaczy Ruch jest na tej pozaparlamentarnej prawicy środowiskiem zdecydowanie kadrowo najsilniejszym. To, że duża grupa młodzieży wybija się na plan pierwszy, to nie znaczy, że za tym nie stoi kilkuset ludzi w wieku lat trzydziestu, czterdziestu czy nawet pięćdziesięciu, którzy w ciągu ostatnich kilkunastu lat byli zaangażowani w najróżniejsze organizacje narodowe. Pokazuje to choćby sam skład rady decyzyjnej. To po pierwsze.

Po drugie, kim są konkretnie ludzie. Nie czas jest teraz mówić o kandydatach, natomiast można popatrzeć na regionalnych liderów. Już po kongresie sformułowaliśmy we wszystkich województwach takie kolegialne sztaby Ruchu. W nich są liderzy głównych organizacji narodowych, ale także inne znaczące postaci. W skali kraju to jest kilkaset osób i każda z nich ma pewien dorobek. Kilka przykładów nazwisk: w Szczecinie Sylwester Chruszcz, który z jednej strony ma duże doświadczenie polityczne jako parlamentarzysta, a z drugiej strony ma też dorobek społeczny, bo jest założycielem fundacji im. Bolesława Chrobrego. W Białymstoku najbardziej wybijającą się postacią jest Dariusz Wasilewski, który w latach 90. był prezesem Młodzieży Wszechpolskiej, prowadzi fundację Obowiązek Polski, która inicjowała budowę pomnika Dmowskiego w Białymstoku. Z kolei w Olsztynie działa Piotr Lisiecki, który jest liderem regionalnym UPR, a także ekspertem w zakresie spraw rolniczych i hodowlanych. Jakbyśmy tak wszystkie miasta po kolei wymienili, to się okaże, że poza młodymi liderami ORN jest całe pokolenie 40-latków w tym typie. Problem, jaki mamy, to nie to, że ich nie ma, ale to, że ich nie pokazują media – a media nie będą ich pokazywać tak długo, dopóki bezpośrednio nie zaangażujemy się po prostu w rywalizację polityczną.

Ale ci liderzy, których wymieniłeś, są związani jednak z niszowymi organizacjami. To nie są postacie, może oprócz Sylwestra Chruszcza, które są znane nawet w środowisku. Ich rozpoznawalność jest bliska zeru. Czy to nie będzie dla Was problem?

Sądzę, że osoby, które wymieniłem, są dość dobrze rozpoznawane w kręgach patriotycznych i aktywnych społecznie. Natomiast gdybyśmy chcieli pracować z ludźmi, którzy już w tej chwili są częścią establishmentu, to byśmy się zapisali do Platformy, zamiast tworzyć nowy ruch.

Nie odpowiedziałeś na pytanie, które zadałem wcześniej. Czy członkowie rady decyzyjnej będą kandydatami?

Myślę, że niektórzy tak. Rada decyzyjna jest złożona z liderów, w związku z czym jest to także obowiązek, a nie tylko przywilej, żeby realizowali wspólnie wybraną strategię.

Jeżeli dostaniecie się do Parlamentu Europejskiego, jakie będą Wasze główne cele? Trzy główne zadania, na których chcielibyście się skupić.

Jednym z dość istotnych celów jest zbudowanie pozycji polskiego środowiska narodowego na szeroko pojętej scenie ruchów narodowych i eurosceptycznych. Niestety tak się złożyło, że nasz region jest często traktowany marginalnie, a Polska, mimo, że jest dużym, licznym i posiadającym silny ruch eurosceptyczny krajem, w tych kręgach przez ostatnie lata była nieobecna. A nie jest to bez znaczenia, dlatego, że w sytuacji naszej nieobecności zyskują na znaczeniu środowiska nam niechętne, takie choćby jak niemieckie czy ukraińskie. W związku z tym od kilku lat, uczestnicząc w różnych międzynarodowych spotkaniach, nawiązując kontakty, staramy się budować po prostu świadomość obecności Polaków w Unii Europejskiej na prawicy narodowej. Także świadomość naszej perspektywy, która ma kilka wymiarów: kwestia naszego odmiennego podejścia do Rosji niż francuskich czy brytyjskich eurosceptyków, kwestia naszego podejścia do polityki historycznej, gdzie się różnimy z takimi państwami jak Ukraina, Litwa, Niemcy. To jest wątek pomijany zupełnie w głównej debacie. Sądzę, że możemy tu odegrać pewną rolę, dlatego, że media głównego nurtu, promując postulaty polskie na arenie europejskiej, bywają zupełnie niewiarygodne dla kręgów patriotycznych. To, że oni usłyszą pewne rzeczy od nas, a my wypracujemy sobie pozycję na europejskiej scenie, ma znaczenie dla tego, na jaki grunt padną polskie postulaty w Europie.

Druga rzecz jest najbardziej oczywista: to jest wyartykułowanie na poziomie europejskim głosu eurosceptycznego wypowiadanego również przez Polaków. Głosu za państwami narodowymi, a przeciwko europejskiemu socjalizmowi, przeciwko całej lewicowo-liberalnej agendzie kulturowej, którą trzeba zwalczać. Im więcej będzie przeciwników aktywnych w Europarlamencie, tym trudniej będzie postępowej większości narzucać ton we wszystkich instytucjach europejskich. I tym bardziej asertywnie będzie się musiał zachowywać polski rząd, niezależnie od tego, czy to jest rząd z prawicy, czy z lewicy, bo będzie czuł konserwatywny oddech na plecach.

Czy nie obawiacie się tego, że eurosceptyczni wyborcy będą głosowali na PiS? Czy to jest wasz naturalny konkurent, czy adresujecie swój program do innego wyborcy?

Jeśli popatrzymy na poprzednie wybory do Europarlamentu i zliczymy głosy, które padły na komitety profilu eurosceptycznym inne niż PiS, to uzbiera się z tego ok. 5%. To nie jest prawda, że wszystkie eurosceptyczne głosy przeszły na PiS, po prostu ostatnie wybory do Europarlamentu nie dały możliwości przekroczyć eurosceptykom progu wyborczego. PiS skorzystało na tym, że otrzymało pieniądze z subwencji dla partii politycznych i po prostu miało ogromne fundusze na kampanię wyborczą. Jeżeli ktoś jest eurosceptykiem i głosuje na PiS, to jego wybór; natomiast moim zdaniem z pewnością PiS nie jest wiarygodny jako reprezentant ze względu na swój głos za wejściem Polski do Unii Europejskiej, później głos za Traktatem Lizbońskim, a obecnie warunkowy głos za wejściem do strefy euro. Ja się nie czuję reprezentowany przez europosłów PiS w Parlamencie Europejskim.

Zrozumiałem, że nie akceptujecie Traktatu Lizbońskiego – tego i innych dokumentów, na podstawie, których funkcjonuje Unia Europejska. 

Jesteśmy wobec nich krytyczni. Teraz nie mamy wyboru; one są już nam narzucone, zostały zaakceptowane, więc nasza postawa krytyczna wobec Traktatu Lizbońskiego jest postawą czysto polityczną, skoro nasze instytucje i tak musiały mu się podporządkować.

Ale czy macie alternatywny program?

Nikt chyba nie ma już złudzeń, że tak dalekie zmiany są mało prawdopodobne, niemniej jednak da się formułować podobne pomysły. Pierwszym pomysłem jest ten premiera Camerona, czyli traktatu repatriacyjnego, wprowadzającego to, co jest teraz martwą literą: rozgraniczenie kompetencji, które należą wyłącznie do Unii, od tych, którymi Unia się nie zajmuje. Nazwijmy to traktatem liberalizującym Unię Europejską na rzecz państw narodowych. On jest w tej chwili trudny do wyobrażenia, ale jak Unia się jeszcze bardziej pogrąży w chaosie, to stanie się bardziej realny. Żeby coś przeprowadzić, trzeba to najpierw przez wiele lat promować na poziomie dyplomatycznym. To normalne.

A drugi pomysł to tak zwany „rabat polski” w zakresie polityki klimatycznej. Ona jest dla nas najbardziej niekorzystna spośród wszystkich państw Unii, ponieważ mamy najwyższy współczynnik energetyki opartej na węglu i najtrudniej nam będzie tę gospodarkę przestawić na inne tory. Rodzi to dla nas najwyższe koszty. A pomijając już bezsens całej tak zwanej polityki klimatycznej, w Unii są cały czas pomysły, żeby zaostrzać stosowne progi. Jeżeli Unia będzie chciała dalej je sobie zaostrzać, powinniśmy zażądać klauzuli  opt-out, czyli tak jak Brytyjczycy mieli swój rabat brytyjski, tak my chcielibyśmy rabatu polskiego. Uważam, że jest to ze wszech miar uzasadnione: sytuacja naszej gospodarki jest wyjątkowa. Nie jest tak, że nie da się sformułować eurosceptycznych propozycji programowych. Problem z nimi jest raczej taki, że one będą pomijane milczeniem przez mainstrem.

W sobotę odbyła się konwencja ogólnopolska Jarosława Gowina. Powołano do życia formację Polska Razem. Czy uważasz, że jesteście w jakiś sposób blisko ideowo? Czy Jarosław Gowin dzwonił do Ciebie i proponował wejście do swojego nowego projektu?

Zacznę od tego, że moja ocena tego, co się krystalizuje, znajduje się w pewnym kontekście. Kontekstem tym jest oligopol partii parlamentarnych, który niektórzy nazywają „bandą czworga” i który jest zdominowany przez zupełnie jałowy konflikt PiS i PO. Każdy nowy nielewicowy byt polityczny, który próbuje ten oligopol rozkruszyć, jest więc wart pozytywnego zainteresowania. 

Z drugiej strony trudno zapomnieć, że Jarosław Gowin przez kilka lat był lojalnym członkiem PO i jej rządu, który realizuje politykę, z którą się po prostu nie zgadzamy. To, że artykułował w ramach Platformy nieco bardziej konserwatywne poglądy niż reszta, jeszcze nie czyni go idolem dla środowisk narodowej prawicy. My pamiętamy, z jakiego środowiska przychodzi Jarosław Gowin. Jest to środowisko tradycyjnie nastawione niechętnie do narodowców i tradycyjnie traktowane z nieufnością przez narodowców, więc tu się nic nie zmieniło. Jarosław Gowin wydaje się wykonywać przez ostatnie lata woltę w kierunku bardziej wyrazistej prawicowości, ale to bynajmniej nie jest przejście na pozycję ani eurosceptyczną, ani konserwatywno-narodową. Tak na to patrzę. Kiedy już ogłoszą klarowne postulaty, np. będą chcieli startować do Parlamentu Europejskiego, wtedy będziemy wiedzieć, czy idą z programem euroentuzjastycznym, czy eurosceptycznym. I wtedy przyjdzie czas, aby jednoznacznych ocen dokonać. W tej chwili jest na nie za wcześnie.

Co do ostatniego pytania: nie miałem telefonu od Jarosława Gowina ani żadnej propozycji sformułowanej przez niego, aby włączyć się w tę inicjatywę. Uważam, że to jest racjonalne, ponieważ jestem współliderem zupełnie innej inicjatywy społeczno-politycznej.

Zadałem to pytanie, bo byłeś niegdyś członkiem Fundacji Republikańskiej, a Przemysław Wipler najprawdopodobniej wejdzie do sojuszu z Gowinem. W związku z tym wydawałoby się, że jesteś naturalnym kandydatem na członka tego ruchu, mimo, że Twój profil ideowy jest trochę odmienny. Zapytam, więc inaczej: czy jeśli Jarosław Gowin zadzwoni, to Krzysztof Bosak zastanowi się nad tą propozycją, czy odrzuci ją bez zastanowienia?

Jestem od wielu lat związany ze środowiskiem narodowym, a od roku oficjalnie współprzewodzę Ruchowi Narodowemu w tej nowej odsłonie, w próbie samoustanowienia. Nie przewiduję kandydowania w wyborach do Parlamentu Europejskiego z żadnej innej listy niż taka, którą będzie wspierał, współtworzył czy tworzył samodzielnie Ruch Narodowy.

Rozmawiał Rafał Gawlikowski

Podziel się artykułem:

Krzysztof Bosak
Polityk, współtwórca Ruchu Narodowego, wiceszef Centrum Analiz Fundacji Republikańskiej w latach 2011-12
Rafał Gawlikowski
Członek redakcji jagielloński24, grafik projektu. Członek Klubu Jagiellońskiego oraz pracownik Centrum Kształcenia Ustawicznego Uniwersytetu Śląskiego.

Napisaliśmy już 1902 tekstów

Robimy to dla Ciebie, zupełnie za darmo. Nie blokujemy treści, nie zakrywamy portalu banerami. Sami tego nie lubimy. Zamiast sprzedawać Twoje kliknięcia, stawiamy sprawę jasno: Potrzebujemy Twojego wsparcia, by utrzymać portal. Liczymy na Ciebie.

INNA KWOTA

Piękna wizja: fizyczne prace przejmują od nas roboty, a górnicy i sprzątaczki zasiadają w open space’ach przed komputerami.

(Prawie) wszyscy będziemy informatykami

(Prawie) wszyscy będziemy informatykami

Bartosz Paszcza

Propozycja stopniowej likwidacji strefy euro jest nie do przyjęcia- zwolennicy tego poglądu nie proponują bowiem nic w zamian.

Dąbrowski: Likwidacja euro stworzy tylko nowe problemy w miejsce dzisiejszych

Dąbrowski: Likwidacja euro stworzy tylko nowe problemy w miejsce dzisiejszych

Maciej Dulak

Postęp technologiczny nie jest wynalazkiem czasów nam współczesnych, a wypieranie pewnych zawodów przez technologię towarzyszy nam od wieków.

Przyjdzie robot i zabierze nam pracę. Czy naprawdę musimy się bać nowych technologii?

Przyjdzie robot i zabierze nam pracę. Czy naprawdę musimy się bać nowych technologii?

Karol Wałachowski
Następny artykuł:

Łatanie dziur za unijne

Łatanie dziur za unijne