Kowal: Ukraina kroczy w stronę Europy

Paweł Kowal, Krzysztof Bieda | 15-11-2013 21:30:42 | zajmie Ci przeczytanie tego artykułu
Kowal: Ukraina kroczy w stronę Europy
thierry ehrmann, CC.

Przedwczoraj wysłannicy Parlamentu Europejskiego- Aleksander Kwaśniewski oraz Pat Cox ogłosili, że wystosowano do Ukrainy ultimatum w sprawie umowy stowarzyszeniowej na linii Ukraina – UE. Jakiś czas temu, w wywiadzie dla jagiellońskiego24 mówił Pan, że dokumenty są już gotowe, a ruch jest teraz po stronie Europy. Czy wczorajsze ultimatum to dobre rozwiązanie?

Żeby właściwie zrozumieć to, co się dzieje na Ukrainie, należy uświadomić sobie sytuację, w jakiej się znajduje. Nasz wschodni sąsiad jest dziś przedmiotem nacisków Rosji, a z drugiej strony jest mocno zaangażowany w rozmowy o podpisaniu umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską. Pytanie brzmi: jak strony zachowują się na ostatniej prostej tych negocjacji?

Jeżeli chodzi, o jakość umowy stowarzyszeniowej, to propozycja Unii nie jest zła. Powiem więcej, jest zdecydowanie atrakcyjniejsza od oferty, którą w 1991r. otrzymała Polska. Jeżeli weźmiemy pod uwagę zaangażowanie obu stron, proces zmiany prawa na Ukrainie, to trzeba przyznać, że wykonano dobrą robotę. Umowę starannie przetłumaczono, przygotowano pod względem prawnym, zaproponowano warunki finansowe, przedstawiono możliwość ograniczania barier celnych. Wraz z zakończeniem negocjacji pojawia się teraz pytanie o aspekt prorosyjski oraz proeuropejski.

Rosja przyjęła początkowo argumentacje siłową, co zakończyło się niepowodzeniem. Ale w ciągu kilku miesięcy zdołała zmienić argumentację z siłowej, a więc np. z blokad ekonomicznych, na indywidualne rozmowy Putina z przedstawicielami Ukrainy. Teraz prezydent Rosji osobiście informuje prezydenta Janukowicza o tym, jakie konsekwencje może przynieść dla Kijowa podpisanie umowy stowarzyszeniowej. Warto teraz skupić się na artykułowaniu wyższości naszej oferty w tej geopolitycznej rozgrywce z Moskwą. To, w czym europejska propozycja ustępuje, to jedynie niemożność korekty cen gazu. Kreml może tą kartą swobodnie grać. Scenariusz z obracaniem cenami Rosja ma przećwiczony doskonale na Białorusi. Wystarczy, że wobec Ukrainy powieli analogiczne rozwiązania. Uważam, że Unii brakuje dobrej taktyki tuż przed „metą”. I tego nie może załatwić ani Kwaśniewski z Coxem, ani sam Parlament Europejski. Tu potrzebne jest spójne, trzeźwe stanowisko przywódców zarówno poszczególnych krajów, jak i przywódców całej Unii.

Co ewentualne zerwanie bądź zamrożenie rozmów na linii Ukraina – UE, może oznaczać dla Polski? Czy dziś Ukraina znajdująca się w objęciach Moskwy to jakieś zagrożenie dla naszego kraju?

Wbrew pozorom na Ukrainie jest bardzo mało amatorów potencjalnego znalezienia się w tym rosyjskim uścisku. Zamiast tego wśród ukraińskich elit wciąż pokutuje mit, że możliwe jest prowadzenie sprawnej polityki balansowania między Rosją, a Unią Europejską. W praktyce, wobec obecnych warunków budżetowych, deficytu, problemów z płatnościami za energię, właściwie jedno jest pewne. Jeśli Ukraina obierze tą drogę pozornej niezależności to będzie, niczym lawina, staczać się w kierunku Kremla. Tę przestrzeń, którą stworzymy nie podpisując umowy stowarzyszeniowej, w obecnych warunkach Moskwa z pewnością wykorzysta. Uważam, że może być to wręcz uznane za bezpośrednie zaproszenie dla Rosjan.

Wydaje mi się, że jednak większość Ukraińców nie dostrzega naturalnego związku pomiędzy odsunięciem się od Unii, a zbliżeniem z Rosją, a co za tym idzie nie zdaje sobie sprawy z zagrożenia. Niedawno opublikowano sondaż, w którym za integracją z UE opowiedziało się jedynie 45% społeczeństwa. Czy realny jest scenariusz, w którym Ukraińcy w przyszłości i tak powiedzą w referendum akcesyjnym „nie” dla Unii?

Pamiętajmy, że te dane nie oznaczają jednocześnie, że 55% Ukraińców chce współpracy w ramach Unii Celnej proponowanej przez Rosję. Tak nastawionych jest najwyżej kilkanaście procent, a reszta to szerokie grono niezdecydowanych. Te liczby raczej przemawiają za tym, że społeczeństwo ukraińskie popiera integrację europejską. Wystarczy spojrzeć na realne wyniki wyborów, na rezultaty konkretnych partii. W dzisiejszym parlamencie, z wyjątkiem komunistów, nie ma partii, która by się sprzeciwiała zbliżeniu z Unią. To jest główny powód, dla którego warto zagrać na skuteczność i nie oglądać się na to, który z polityków będzie mógł się pochwalić, że składa na dokumentach swój podpis. W mojej ocenie społeczeństwo ukraińskie jest bardzo proeuropejskie, chociaż oczywiście nie zawsze rozumie działania różnych mechanizmów działania instytucji unijnych, podobnie zresztą jak społeczeństwo polskie, które jest od 10 lat w Unii. Oni tym bardziej nie znają szczegółów funkcjonowania wspólnoty, nie znają tych wszystkich procedur i instytucji. Trzeba zestawiać stosunek liczby ukraińskich „Europejczyków” do liczebności grupy prorosyjskiej.

Czy możemy spodziewać się jakiegoś głębszego podziału Ukrainy? Nie od dziś wiadomo, że kraj jest podzielony zarówno politycznie, jak i kulturowo na rosyjski wschód i europejski zachód.

Zdecydowanie nie. Jeśli spojrzymy na mapy wyborcze, na ich wyniki w poszczególnych częściach kraju, to dostrzeżemy postępujący z wyborów na wybory proces scalania się Ukrainy. W ostatnich wyborach na przykład, kojarzona z zachodem Ukrainy partia Swoboda, uzyskała spore poparcie w centrum kraju, a nawet na wschodzie. Bardzo podobnie sytuacja wygląda z poparciem dla Julii Tymoszenko. Jeśli dodamy do tego fakt, że również Partia Regionów zdobywa, co raz lepsze wyniki na zachodzie Ukrainy, to ta analiza wyborczej geografii Ukrainy podpowiada nam raczej odwrotny wniosek. Ukraina się zrasta i osobiście dostrzegam zagrożenia jakąś defragmentacją państwa.

A co dalej w kwestii Julii Tymoszenko?  Czy ukraińska władza ulegnie ostatecznie w sprawie  byłej premier?

Bardzo trudno oceniać mi teraz jak może zakończyć się sprawa Julii Tymoszenko. Ciekawe jest czy europejscy decydenci będą w stanie kontynuować proces stowarzyszeniowy bez rozwiązania ten drażliwej kwestii. Jak dotąd jest ona wymieniana po imieniu, jako oficjalny warunek. Z drugiej strony, w sensie politycznym, tyle razy udowadniano, jak ważna to sprawa dla Europy, że chyba trudno sobie wyobrazić podpisanie umowy przed jej rozwiązaniem. Kluczowe jest wypracowanie takiego porozumienia, aby wszystkie strony mogły wyjść z tego sporu wyjść z twarzą: zarówno prezydent Janukowycz, jak i ukraińska opozycja.

Rozmawiał Krzysztof Bieda

Podziel się artykułem:

Paweł Kowal
doktor politologii, były wiceminister spraw zagranicznych, poseł na Sejm V i VI kadencji, prezes partii Polska Jest Najważniejsza.
Krzysztof Bieda
Redaktor, współtwórca Jagiellońskiego24. Uparcie łączy libertariańską wizję świata z konserwatywnymi wartościami.

Napisaliśmy już 2212 tekstów

Robimy to dla Ciebie, zupełnie za darmo. Nie blokujemy treści, nie zakrywamy portalu banerami. Sami tego nie lubimy. Zamiast sprzedawać Twoje kliknięcia, stawiamy sprawę jasno: Potrzebujemy Twojego wsparcia, by utrzymać portal. Liczymy na Ciebie.

INNA KWOTA

Ciągle musimy uczyć się odróżniać zmiany, które wynikają z nieuchronnych procesów, i te, które są częściowo sterowalne i mogą być modyfikowane według naszych wartości czy wyobrażeń.

Zybertowicz: Jeśli udało się objąć kontrolą broń masowego rażenia, to dlaczego nie zrobić tego ze sztuczną inteligencją?

Zybertowicz: Jeśli udało się objąć kontrolą broń masowego rażenia, to dlaczego nie zrobić tego ze sztuczną inteligencją?

Krzysztof Mazur

Protestujący pod hasłami samorządności i autonomii uczelni, bronią tak naprawdę wszechwładzy uniwersyteckich koterii.

To w ogóle nie o to chodzi. Wokół medialnej awantury o Konstytucję dla Nauki

To w ogóle nie o to chodzi. Wokół medialnej awantury o Konstytucję dla Nauki

Marcin Kędzierski

Wysokie zarobki w wielkim mieście to mit. Jest wielu, którzy na wysokie zarobki się nie załapują.

Biznes nie musi być zlokalizowany w wielkim mieście [ROZMOWA]

Biznes nie musi być zlokalizowany w wielkim mieście [ROZMOWA]

Krzysztof Nędzyński
Następny artykuł:

Kleczka: Nie zapłaczę po Kudryckiej

Kleczka: Nie zapłaczę po Kudryckiej