Religia, a więc wiedza

Błażej Skrzypulec | 10-09-2013 13:59:53 | zajmie Ci przeczytanie tego artykułu
Religia, a więc wiedza
jill, jellidonut... whatever, flickr

Z oficjalnych dokumentów polskiego Kościoła można wywnioskować, że lekcje religii mają pełnić trzy główne funkcje: stanowić formę ewangelizacji dla osób, które dotychczas były słabo związane z wiarą katolicką; przyczyniać się do pogłębiania formacji osób wierzących; przekazywać (a także sprawdzać) wiedzę na temat katolicyzmu. W praktyce często służą one, oficjalnie nieuwzględnionemu, czwartemu celowi – doraźnej apologetyce koncentrującej się wokół aktualnie nagłaśnianych kwestii.

Przypisywanie powyższej trojakiej funkcji lekcjom religii prowadzi do napięć, które są bardziej fundamentalne od kwestii obecności takich zajęć w szkołach. Pierwsze napięcie wynika z samej niejednorodności postulowanych celów – kładzenie nacisku na jeden z nich będzie wiązało się z częściowym pominięciem pozostałych. Drugie, moim zdaniem bardziej interesujące, występuje pomiędzy celami nauczania religii a formą lekcji, której głównym elementem jest przekazywanie pewnych informacji uczniom przez nauczyciela.

Intuicyjnie czujemy, że ani ewangelizacja, ani pogłębianie formacji nie może zostać poprawnie zrealizowane w formie lekcji. Przecież nawrócenie – sytuacja, w której ktoś zaczyna wierzyć w prawdziwość religii katolickiej – jest czymś niezwykle tajemniczym. Trudno jest w ogóle pojąć, na jakiej podstawie ktoś zmienia poglądy, jeśli nie dotyczą one empirycznie bądź formalnie rozstrzygalnych kwestii, w których można w obiektywny sposób wykazać pomyłkę. Poglądy związane z wierzeniami religijnymi z pewnością do takich kwestii nie należą. Pozwalając sobie jednak na nieco nonszalancką indukcję (na podstawie własnych obserwacji), mogę wymienić cztery czynniki przyczynowo powiązane z nawróceniem. Po pierwsze jest to estetyka – np. zachwyt nad pięknem i bogactwem znaczeń rytu mszy (proszę we własnym zakresie dopowiedzieć sobie, którego).  Po drugie wspólnota, czyli grupa ludzi, która wydaje nam się wartościowa i do której chcemy należeć. Po trzecie wychowanie, czyli pewna tożsamość przekazana nam przez rodziców. Wreszcie po czwarte przyczyną nawrócenia bywają dramatyczne wydarzenia życiowe, które reorganizują światopogląd.

Żaden z tych czynników nie przystaje jednak do tego, co może być w odpowiedniej formie zrealizowane w ramach lekcji. Przeciwnie; próby ewangelizowania w czasie zajęć z religii łatwo przeradzają się w mało konkretne opowieści o wyższej istocie, która chce naszego dobra.

Nie różnią się one specjalnie od historii, jakie można usłyszeć od przedstawicieli niemalże każdej religii, a na które młodzież, w zgodzie zresztą ze zdrowym rozsądkiem, reaguje dość sceptycznie.

Jeszcze bardziej oderwany od formy lekcji wydaje się być drugi z celów stawianych nauczaniu religii, czy pogłębianie formacji religijnej. Jest to proces rozłożony w czasie, który ma zawsze indywidualny przebieg związany z konkretnymi doświadczeniami danej osoby. Trudno zrozumieć, jak miałoby się to dokonać w ramach szkolnych zajęć, gdzie nie ma wiele czasu na indywidualne podejście do ucznia, a atmosfera nie sprzyja rozważaniu osobistych doświadczeń. Oczywiście istnieją środki, które mogą służyć właściwemu ukierunkowaniu tego procesu – na podstawie własnego doświadczenia jako przykład mogę wskazać rekolekcje ignacjańskie. Nigdy jednak nie mieszczą się one jedynie w formie lekcji.

Jedynym celem, który rzeczywiście dobrze wpisuje się w formę lekcji, jest przekazywanie wiedzy. Wiele osób żywi jednak przekonanie, że lekcje religii, które koncentrują się na realizacji tego zadania, są w jakimś sensie „niepełnowartościowe”. Na przykład Marcin Kędzierski w tekście „Wyprowadźmy religię ze szkół!” twierdzi, że klimat świeckiej szkoły nie sprzyja jednak wychowaniu w wierze: w powszechnej praktyce w lekcjach religii uczestniczą nawet niewierzący, a w celu usprawiedliwienia obecności katechezy w przestrzeni świeckiej na religii przekazuje się wiedzę, czyli uczy się pływania po piasku.

Takie podejście wydaje mi się błędne. Przekazywanie informacji na temat religii to nie tylko pamięciowa nauka formułek, jaką niektórzy pamiętają np. z przygotowania do pierwszej komunii.

Wiedza na temat katolicyzmu to, między innymi, wiedza na temat bogatej historii Kościoła, wielowiekowej intelektualnej pracy nad doktryną, fascynującej treści dogmatów, a także całego uniwersum znaczeń związanych z liturgią, poszczególnymi modlitwami i pieśniami, a także bardziej lokalnymi, ludowymi obrzędami.

Nie mówiąc już o tym, że przekazywanie tej wiedzy może pośrednio wspierać działania ewangelizacyjne, ukazując katolicyzm jako coś niezwykle interesującego, a także pomóc w indywidualnym pogłębianiu własnej formacji duchowej.

W takim dowartościowującym wiedzę ujęciu, lekcje religii oparte na tym, co jest dopasowane do ich formy – przekazywaniu informacji – zyskują jasno określoną rolę i pośrednio wspierają działania nakierowane na ewangelizację i pogłębianie formacji. Oczywiście takie potraktowanie zajęć wymaga znacznych wysiłków organizacyjnych, związanych przede wszystkim z przygotowaniem rzetelnego programu nauczania i wyszkoleniem kadr, które taką wiedzę mogłyby przekazywać. Jeśli jednak ktoś uważa, że działania nakierowane na przekazywanie wiedzy na temat katolicyzmu są zasadniczo zbędne – gdyż jest to tylko poboczny, przeintelektualizowany element formacji religijnej – to alternatywą nie jest jakiś inny rodzaj lekcji religii, lecz działania o innej formie, lepiej nadającej się do realizowania celów takich jak np. ewangelizacja.

Z powyższych uwag wyłaniają się dwie alternatywy:

1) Nauczanie religii w formie lekcji, oparte na przekazywaniu wiedzy na wysokim poziomie.

2) Rezygnacja z formy lekcji i nauczania, a zamiast tego organizowanie działań w innych formach, które lepiej nadają się do realizacji takich celów jak ewangelizacja i pogłębianie formacji.

Wedle pierwszej z opcji nie ma znaczenia, czy religia będzie nauczana w szkole. Wedle drugiej w ogóle nie ma czegoś takiego jak „nauczanie religii”.   

Podziel się artykułem:

Błażej Skrzypulec
Doktorant na Wydziale Filozoficznym UJ, Redaktor kwartalnika Pressje.

Napisaliśmy już 1780 tekstów

Robimy to dla Ciebie, zupełnie za darmo. Nie blokujemy treści, nie zakrywamy portalu banerami. Sami tego nie lubimy. Zamiast sprzedawać Twoje kliknięcia, stawiamy sprawę jasno: Potrzebujemy Twojego wsparcia, by utrzymać portal. Liczymy na Ciebie.

INNA KWOTA

Na nasze pytania odpowiadają: Łukasz Jasina, Jakub Majmurek, Sebastian Smoliński, Jakub Socha i Piotr Zaremba.

Spór o kino narodowe

Spór o kino narodowe

Sebastian Smoliński

Na końcu książki Krasowski stawia ciekawe pytanie: czy to Kaczyński psuje Polaków, czy jedynie świetnie do nich pasuje?

III RP na kozetce

III RP na kozetce

Krzysztof Mazur

Na poziomie województwa rekordzistą jest chyba jedna z małopolskich sieci posiadająca 52 apteki, przekraczając tym samym limit o… 41 możliwych lokali.

Uman-Ntuk: W Polsce mamy za dużo aptek

Uman-Ntuk: W Polsce mamy za dużo aptek

Maciej Dulak
Następny artykuł:

Służby pod fasadową kontrolą. Rozmowa z Bartoszem Bieliszczukiem

Służby pod fasadową kontrolą. Rozmowa z Bartoszem Bieliszczukiem